Legenda o Trzech Królach okiem astrologa

Gdy się tedy naro­dził Jezus w Beth­le­hem Juda, we dni Hero­da kró­la: oto Mędr­cy ze wscho­du słoń­ca przy­by­li do Jerozolimy.
Mówiąc: Gdzie jest, któ­ry się naro­dził król Żydowski?
Albo­wiem widzie­li­śmy gwiaz­dę jego na wschód słoń­ca, i przy­je­cha­li­śmy pokło­nić się jemu.” 

Ewan­ge­lia wg św. Mate­usza r. II 1,2 w tłu­ma­cze­niu ks. Jaku­ba Wujka

 

Legen­da o Gwieź­dzie Betle­jem­skiej i Trzech Kró­lach bie­rze swój począ­tek z 2 roz­dzia­łu Ewan­ge­lii wg św. Mate­usza, któ­ry tu przy­to­czy­łem w pięk­nej szes­na­sto­wiecz­nej sta­ro­polsz­czyź­nie księ­dza Jaku­ba Wuj­ka. Lek­tu­ra tego krót­kie­go tek­stu od wie­ków pobu­dza­ła wyobraź­nię wie­lu histo­ry­ków, astro­no­mów i… astro­logów. O samej Gwieź­dzie Betle­jem­skiej wie­le już napi­sa­no. Bada­czy pochła­nia­ło zagad­nie­nie czy była zja­wi­skiem rze­czy­wi­stym, nad­przy­ro­dzo­nym, wyobra­że­niem czy też tyl­ko lite­rac­kim zabie­giem mają­cym dodać aury nie­zwy­kło­ści naro­dzi­nom Jezusa.

Choć jest to temat inte­re­su­ją­cy, a może dla wie­lu osób nawet fra­pu­ją­cy, Gwiaz­da Betle­jem­ska nie jest jed­nak tema­tem tego arty­ku­łu, choć będę do niej nawią­zy­wał. Zain­te­re­so­wa­nych feno­me­nem Gwiaz­dy odsy­łam do obszer­nej mono­gra­fii Jaro­sła­wa Wło­dar­czy­ka Tajem­ni­ca Gwiaz­dy Betle­jem­skiej, bo trud­no dodać coś wię­cej w tej sprawie.

Swo­je zain­te­re­so­wa­nie sku­pi­łem na posta­ciach Trzech Kró­li. Kim byli? Co zoba­czy­li na nie­bie? Skąd byli prze­ko­na­ni o naro­dze­niu Kró­la? Nie ma żad­nych prze­sła­nek, by twier­dzić, że był wów­czas jakiś zwy­czaj zale­ca­ją­cy odwie­dza­nie nowo naro­dzo­nych wład­ców. Nie było też zwy­cza­ju, by odwie­dzać następ­ców tro­nów i skła­dać im hoł­dy – hoł­dy skła­da­no wład­cy, któ­ry zasia­dał na tro­nie, jako ozna­kę pod­dań­stwa. Był­by to zresz­tą bar­dzo dziw­ny zwy­czaj zwa­żyw­szy realia tam­tych cza­sów i realia tam­te­go rejo­nu świa­ta, od wie­ków nie­spo­koj­ne­go do dziś. W isto­cie rze­czy jedy­nym wład­cą, któ­re­mu skła­da­no hoł­dy był cesarz rzym­ski. Król Herod był pod­da­nym, choć z pew­nym zakre­sem auto­no­mii, cesa­rza rzym­skie­go, więc hoł­dy mógł przyj­mo­wać jedy­nie od swo­ich pod­da­nych. Jeśli więc hołd zło­żo­ny dzie­cię­ciu był jedy­nym takim dziw­nym w grun­cie rze­czy przy­pad­kiem, to – zakła­da­jąc histo­rycz­ność tego wyda­rze­nia – jak głę­bo­kie prze­ko­na­nie o nie­zwy­kło­ści i wyjąt­ko­wo­ści tego kró­la musie­li mieć ci trzej piel­grzy­mi, aby wyru­szyć w dale­ką i nie­bez­piecz­ną podróż!?

Nie wia­do­mo ilu ich napraw­dę było. Św. Mate­usz nie wymie­nia ani ich licz­by, ani ich imion. Dopie­ro anglo­sa­ski mnich Beda Czci­god­ny (Vene­ra­bi­lis) żyją­cy w latach 673–735 podał, że było ich trzech, a nawet wymie­nił ich imio­na: Kac­per, Mel­chiorBal­ta­zar. Inne wer­sje opo­wie­ści wspo­mi­na­ją nawet o 12 królach.

Przy­wy­kli­śmy obec­nie mówić i pisać o nich powszech­nie jako o Trzech Kró­lach. Czy rze­czy­wi­ście byli kró­la­mi i przy­nie­śli dary? Zwy­czaj uzna­wa­nia ich za kró­li wziął się z jed­nej stro­ny zapew­ne z pro­roctw, w któ­rych mówio­no o kró­lach, któ­rzy pew­ne­go dna przy­bę­dą i zło­żą dary:

Kró­lo­wi Tar­szisz i wysp
przy­nio­są dary,
kró­lo­wie Sze­by i Saby*
zło­żą daninę.
I odda­dzą mu pokłon wszy­scy królowie,
wszyst­kie naro­dy będą mu służyły.

(Ps 72,10–11)

Zale­je cię mno­gość wielbłądów -
dro­ma­de­ry z Madia­nu i z Efy.
Wszy­scy oni przy­bę­dą ze Saby,
zaofia­ru­ją zło­to i kadzidło,
nucąc rado­śnie hym­ny na cześć Pana.

(IZ 60,6)

* (Sze­ba – praw­do­po­dob­nie Etio­pia, Saba – połu­dnio­wa Ara­bia (Jemen))

Z dru­giej stro­ny naj­więk­szy wpływ na roz­po­wszech­nie­nie się wer­sji o hoł­dzie Trzech Kró­li mia­ło praw­do­po­dob­nie pew­ne rze­czy­wi­ste wyda­rze­nie. Otóż w 66 r. n.e. po 9-miesięcznej podró­ży przy­był do Rzy­mu król Arme­nii Tiry­da­tes I, aby zło­żyć hołd cesa­rzo­wi rzym­skie­mu Nero­no­wi i otrzy­mać z jego rąk kró­lew­ską koro­nę. Tiri­da­tes I przy­był oczy­wi­ście nie sam, lecz towa­rzy­szył mu olbrzy­mi orszak zło­żo­ny z człon­ków jego rodzi­ny, służ­by i 3000 jeźdź­ców. Hołd i koro­na­cję Tiry­da­te­sa świę­to­wa­no przez dłu­gi czas i wizy­ta ta trwa­le zapi­sa­ła się w pamię­ci świad­ków i w źró­dłach histo­rycz­nych. Nic więc dziw­ne­go, że tak bar­dzo oddzia­ły­wa­ła na wyobraź­nię i wpły­nę­ła na ubar­wie­nie histo­rii o hoł­dzie Trzech Króli.

W cyto­wa­nym na począt­ku frag­men­cie Biblii autor tego pięk­ne­go prze­kła­du, ksiądz Jakub Wujek, użył jed­nak sło­wa „mędr­cy”. W naj­star­szych źró­dłach grec­kich uży­to wyra­że­nia magoi (μάγοι). Kim byli owi magoi?

Maga­mi nazy­wa­no kapła­nów zoro­astria­ni­zmu – pierw­szej mono­te­istycz­nej, do dziś ist­nie­ją­cej reli­gii zało­żo­nej przez Zara­ta­sa, per­skie­go kapła­na i pro­ro­ka nazy­wa­ne­go przez Gre­ków Zoro­astrem. Nazwa mag (sta­ro­per­ski: maguš, kur­dyj­ski: magi, awe­styj­ski: Goghu, Madej­ski: magu) odno­si się do człon­ków ple­mie­nia lub kasty kapłań­skiej ple­mie­nia wcho­dzą­ce­go w skład ludu Medów z Wyży­ny Irań­skiej. Nie­któ­rzy wywo­dzą tę nazwę z san­skryc­kie­go maga ozna­cza­ją­ce­go kapła­na kul­tu sło­necz­ne­go. War­to wspo­mnieć, że wymie­nio­ny wcze­śniej Tiry­da­tes I był tak­że kapła­nem zoro­astria­ni­zmu i miał w swo­im orsza­ku rów­nież innych magów.

Nie ma zgod­no­ści co do dato­wa­nia okre­su, w któ­rym żył i dzia­łał Zara­tas. Wg tra­dy­cyj­ne­go poglą­du ten wiel­ki wta­jem­ni­czo­ny poja­wił się w Babi­lo­nie w VI w. p. n. e. Był pocho­dze­nia per­skie­go i krew­nym kró­la Cyru­sa I Wiel­kie­go. Cyrus I pod­bił Babi­lon w 539 r. Zna­ny był z wiel­kiej tole­ran­cji reli­gij­nej i pozwa­lał pod­bi­tym ludom na zacho­wa­nie ich rodzi­mych tra­dy­cji. Dla­te­go też i mago­wie babi­loń­scy mogli bez prze­szkód kon­ty­nu­ować swe zaję­cia. Szyb­ko też roz­po­zna­li w Zara­ta­sie wiel­kie­go wta­jem­ni­czo­ne­go. Mało tego, Zara­tas obda­rzo­ny był darem jasno­wi­dze­nia. To Zara­tas wta­jem­ni­czył ich w arka­na sztu­ki gwiaź­dziar­skiej, któ­re jemu same­mu zosta­ły obja­wio­ne, w tym prze­ka­zał im defi­ni­cję i zna­cze­nie Zodiaku. Zara­tas uczył kapła­nów, że gwiaz­dy są zewnętrz­nym, mate­rial­nym prze­ja­wem świę­tych ducho­wych istot ota­cza­ją­cych Zie­mię. Stąd w isto­cie bie­rze swe zna­cze­nie nazwa Zodiak – od grec­kie­go zoa, czy­li żywa isto­ta, a nie – jak uwa­ża się powszech­nie – od zwie­rząt, czy­li grec­kie­go ζῴδιον – zōi­dion,. Zodiak więc to nie krąg zwie­rząt, lecz krąg żyją­cych ducho­wych istot. Zara­tas nauczał kapła­nów, że każ­dy znak Zodiaku jest rów­ny, tj. każ­dy liczy po 30 stop­ni. Zde­fi­nio­wał Zodiak w ten spo­sób, że gwiaz­dę Alde­ba­ran umie­ścił w środ­ku zna­ku Byka. Po prze­ciw­nej stro­nie zaś, w środ­ku zna­ku Skor­pio­na umie­ścił gwiaz­dę Anta­res. W ten spo­sób gwiaz­dy Alde­ba­ran i Anta­res two­rzą oś świa­ta i punkt odnie­sie­nia. Odtąd w tym sys­te­mie współ­rzęd­nych były zapi­sy­wa­ne pozy­cje ciał nie­bie­skich, jakie zna­my z odko­pa­nych tabli­czek gli­nia­nych. Chciał­bym pod­kre­ślić, że ta defi­ni­cja nie jest defi­ni­cją spe­ku­la­tyw­ną lub arbi­tral­ną, lecz opie­ra się na jasno­wi­dze­niu Zara­ta­sa. Zde­fi­nio­wa­nie Zodiaku zde­cy­do­wa­nie uła­twi­ło kapłanom/magom obli­cza­nie cykli pla­ne­tar­nych i prze­wi­dy­wa­nie ich ukła­dów w przy­szło­ści. Odzwier­cie­dle­niem tej nauki Zara­ta­sa może być Księ­ga Obja­wie­nia św. Jana (Apo­ka­lip­sa), opi­su­ją­ca wizję Boga zasia­da­ją­ce­go na tro­nie i odda­ją­ce mu cześć 4 isto­ty, jed­na podob­na do lwa, dru­ga do wołu, trze­cia z ludz­ką twa­rzą i czwar­ta podob­na do orła. Wie­lu bada­czy upa­tru­je w tych isto­tach powi­no­wac­two ze zna­ka­mi odpo­wied­nio: Lwa, Byka, Wod­ni­ka i Skor­pio­na oraz kró­lew­ski­mi gwiaz­da­mi leżą­cy­mi w tych zna­kach. Eze­kiel opi­sał podob­ne isto­ty i nazwał je Che­ru­bi­na­mi. Podob­na wizję w ub. stu­le­ciu miał R. Ste­iner, co opi­sał w swo­ich wykła­dach o hie­rar­chiach niebieskich.

Mago­wie w Chal­dei poza spra­wo­wa­niem cere­mo­nii reli­gij­nych zaj­mo­wa­li się two­rze­niem kalen­da­rzy do cele­bro­wa­nia tych cere­mo­nii we wła­ści­we dni roku. Do tego potrzeb­ne było im obli­cza­nie poło­że­nia przede wszyst­kim Księ­ży­ca i Słoń­ca oraz innych ciał nie­bie­skich. Chal­dej­czy­cy, będąc uta­len­to­wa­ny­mi mate­ma­ty­ka­mi, doszli w tych zada­niach do dale­ko posu­nię­tej per­fek­cji i nauczy­li się obli­czać z wyprze­dze­niem pozy­cje ciał nie­bie­skich, a swo­je kalen­da­rze odci­ska­li pismem kli­no­wym w gli­nia­nych tabliczkach.

Obok stro­ny mate­ma­tycz­nej mago­wi odda­wa­li się rów­nież kon­tem­pla­cji gwiaź­dzi­ste­go nie­ba i gdy osią­ga­li stan świa­do­mo­ści podob­ny do sta­nu mię­dzy jawą i snem, obja­wia­ły im się obra­zy wyra­ża­ją­ce zna­cze­nie kon­tem­plo­wa­nych ukła­dów gwiazd i pla­net, i uka­zy­wa­ły im się w tych wizjach mają­ce nastą­pić wyda­rze­nia. Zgod­nie z ich prze­ko­na­nia­mi ruch ciał nie­bie­skich był mani­fe­sta­cją woli bogów kie­ru­ją­cych wszyst­ki­mi spra­wa­mi na Zie­mi, a misją kapła­nów było zro­zu­mie­nie tej boskiej woli i har­mo­ni­zo­wa­nie wszel­kich ludz­kich dzia­łań z tą wolą. Dla­te­go otrzy­ma­ne prze­ka­zy ze świa­ta gwiazd komu­ni­ko­wa­li swym kró­lom i dora­dza­li im co mają w kon­kret­nych sytu­acjach robić.

Zara­tas prze­ka­zał swo­im uczniom pro­ro­czą wizję przy­szłych cza­sów. R. Powell twier­dzi, że Zara­tas uczył swo­ich uczniów, że kie­dyś ponow­nie przyj­dzie na świat. Powin­ni zacho­wać czuj­ność i umieć odczy­tać zna­ki, któ­re wów­czas w sto­sow­nym cza­sie poja­wią się na nie­bie. Wte­dy niech przyj­dą z dara­mi, bo na świe­cie poja­wi się zbaw­ca ludz­ko­ści, któ­ry następ­nie umrze, by póź­niej wró­cić w chwa­le. Pozo­sta­wił im wska­zów­kę, że naro­dzi się powtór­nie, by przy­go­to­wać dro­gę Mesja­szo­wi i pod­kre­ślał, jak waż­ne jest, by zosta­ło to roz­po­zna­ne we wła­ści­wym czasie. 

Stąd przez stu­le­cia tak wiel­ką wagę przy­wią­zy­wa­no w Babi­lo­nie do obser­wa­cji wszel­kich zna­ków na nie­bie. Tak więc, moż­na powie­dzieć, że wów­czas naro­dzi­ła się zapo­cząt­ko­wa­na przez Zara­ta­sa tra­dy­cja Magów, któ­rej ostat­ni­mi przed­sta­wi­cie­la­mi byli wła­śnie Trzej Kró­lo­wie, tra­dy­cja ocze­ki­wa­nia i przy­go­to­wy­wa­nia się na przyj­ście Mesja­sza i czu­wa­nia, by nie prze­ga­pić wła­ści­wych zna­ków to zapo­wia­da­ją­cych, twier­dzi R. Powell.

Mamy tu do czy­nie­nia z pew­ną tajem­ni­cą, trud­ną obec­nie do zro­zu­mie­nia. Pro­szę zwró­cić uwa­gę, ci trzej przed­sta­wi­cie­le sta­rej sztu­ki gwiaź­dziar­skiej przy­by­li zło­żyć hołd zało­ży­cie­lo­wi póź­niej­szej naj­więk­szej reli­gii na Zie­mi, a wów­czas zale­d­wie dziec­ku. Co się za tym może kryć? War­to zauwa­żyć tak­że, że kapła­ni babi­loń­scy dzia­ła­li tyl­ko do 75 r. n.e. Po tym cza­sie znik­nę­li cał­ko­wi­cie z kul­tu­ry Zacho­du, podob­nie jak cała kul­tu­ra babi­loń­ska. Dopie­ro na począt­ku ub. stu­le­cia zaczę­to odko­py­wać jej pozo­sta­ło­ści. W tym­że stu­le­ciu odkry­to sta­ry Zodiak uży­wa­ny przez Babilończyków.

Wg R. Powel­la tymi Trze­ma Kró­la­mi, któ­rzy odwie­dzi­li Jezu­sa byli daw­ni ucznio­wie Zara­ta­sa, któ­rzy ponow­nie wcie­li­li się w tym cza­sie. Jed­nym z nich był Pita­go­ras. To on inkar­no­wał się jako mag, któ­ry ofia­ro­wał Jezu­so­wi zło­to – sym­bol mądro­ści i inteligencji.

Jak pamię­ta­my, Cyrus I po zdo­by­ciu Babi­lo­nu uwol­nił Żydów i pole­cił im odbu­do­wać świą­ty­nię w Jero­zo­li­mie. I był on wła­śnie dru­gim kró­lem, któ­ry przy­niósł kadzi­dło – sym­bol poboż­no­ści, oddania.

W tym samym cza­sie żył w Babi­lo­nie tak­że pro­rok Daniel, któ­ry był nie­zwy­kłą oso­bo­wo­ścią. Mimo, że był Żydem, cie­szył się nie­by­wa­łym uzna­niem Babi­loń­czy­ków, któ­rzy nazy­wa­li go Bel­te­shaz­za­ar. Naro­dził się póź­niej jako trze­ci król, któ­ry zło­żył hołd Jezu­so­wi i zna­ny jest dziś pod bar­dzo podob­nym imie­niem Bal­ta­zar. Przy­niósł mir­rę sym­bo­li­zu­ją­cą odku­pie­nie i wolę.

Jakie zna­ki zauwa­ży­li na nie­bie Ci ucznio­wie Zara­ta­sa? Ewan­ge­lia św. Mate­usza wspo­mi­na gwiaz­dę, któ­rą zoba­czy­li na wscho­dzie (lub wscho­dzą­cą). Co kry­je się za hoł­dem Trzech Magów?

Jan Kepler, któ­re­go tak­że zaj­mo­wa­ła ta spra­wa, zain­spi­ro­wa­ny zaob­ser­wo­wa­nym w grud­niu 1603 r. złą­cze­niem Jowi­sza i Satur­na (do któ­rych zbli­żył się wkrót­ce Mer­ku­ry, a w paź­dzier­ni­ka 1604 r. Mars i poja­wi­ła się nowa, nie­zna­na gwiaz­da w Wężow­ni­ku), wyli­czył, że tą legen­dar­ną gwiaz­dą Trzech Mędr­ców mogła być rów­nież koniunk­cja dwóch naj­więk­szych zna­nych pla­net Ukła­du Sło­necz­ne­go: Jowi­sza i Satur­na w zna­ku Ryb, któ­ra trzy­krot­nie wystą­pi­ła w 7 r. p.n.e., do któ­rych kil­ka mie­się­cy póź­niej, w mar­cu, dołą­czył tak­że Mars. R. Powell idąc tym tro­pem doszedł do wnio­sku, że takim szcze­gól­nym dniem był 5 mar­ca 6 r. p.n.e., dzień peł­ni Księ­ży­ca w Pan­nie (sym­bo­li­ka Pan­ny: kłos zbo­ża sym­bo­li­zu­ją­cy chleb, czy­stość, dzie­wic­two). Powell twier­dzi, że to w tej kon­fi­gu­ra­cji Mago­wie doczy­ta­li się zna­ku obja­wia­ją­ce­go poja­wie­nie się nie­prze­cięt­nej indy­wi­du­al­no­ści. Z pro­roctw jasne było dla nich, że ta indy­wi­du­al­ność poja­wi się w Judei sym­bo­li­zo­wa­nej przez Ryby. Saturn był sym­bo­lem Żydów, a Jowisz sym­bo­li­zo­wał kró­la. Powell poda­je nawet, że odko­pa­no tablicz­kę z pismem kli­no­wym zawie­ra­ją­cą obli­cze­nia astro­no­micz­ne doty­czą­ce tego szcze­gól­ne­go cza­su, nie podał jed­nak wię­cej szczegółów.

Inte­re­su­ją­ce infor­ma­cje moż­na zna­leźć w uzna­wa­nych przez kościół kato­lic­ki obja­wie­niach Anny Kata­rzy­ny Emme­rich (AKE). Poda­je ona, że Trzej Kró­lo­wie nie wyru­szy­li w podróż od razu, lecz dopie­ro po 9 mie­sią­cach. Dopie­ro pod­czas peł­ni Księ­ży­ca w Bliź­nię­tach 2526 listo­pa­da 6 r. p.n.e. wyru­szy­li w podróż z Mezo­po­ta­mii. Podró­żo­wa­li głów­nie nocą. W nocy z 25 na 26 grud­nia 6 r. p.n.e. dotar­li do Jero­zo­li­my stra­ciw­szy jed­no­cze­śnie z oczu widok pro­wa­dzą­cej ich gwiaz­dy. Wte­dy dowie­dział się o nich Herod i ogól­ny prze­bieg spo­tka­nia jest dobrze znany.

Następ­ne­go dnia mago­wie wyru­szy­li do Betle­jem, dokąd dotar­li o zmierz­chu. Kie­dy nad jed­nym z domów zoba­czy­li gwiaz­dę, któ­ra im pra­wie cały czas towa­rzy­szy­ła, ogar­nę­ła ich radość. Weszli do nie­go i zoba­czyw­szy małe dziec­ko upa­dli przed nim na kola­na. Jezus miał wte­dy 10 mie­się­cy. Było to wie­czo­rem 26 grud­nia 6 r. p.n.e. Powie­dzie­li, że „zoba­czy­li jego gwiaz­dę, że jest kró­lem nad kró­la­mi i przy­by­li oddać mu cześć i zło­żyć dary”. W nocy mie­li widze­nie, by do domu udać się inną dro­gą i omi­nąć Jero­zo­li­mę. Herod począt­ko­wo myślał, że to jakiś żart, ale nie­ustan­nie odczu­wał nie­po­kój i po 2 mie­sią­cach pole­cił wymor­do­wać w Betle­jem wszyst­kich chłop­ców w wie­ku do 2 lat (nie ma na to jed­nak dowo­dów histo­rycz­nych). Tyle z wizji Anny Kata­rzy­ny Emme­rich. Moż­na mieć wąt­pli­wo­ści co do czer­pa­nia infor­ma­cji z wizji ludz­kich. Są jed­nak wizje, któ­rych spój­ność i zgod­ność z fak­ta­mi jest zadzi­wia­ją­ca i do takich nale­żą wizje Anny Kata­rzy­ny Emme­rich. Nie są wpraw­dzie „twar­dym” dowo­dem lubia­nym przez wie­lu bada­czy, ale dale­ki jestem od ich lekceważenia.

Chciał­bym na koniec podać pewien fakt łączą­cy w jakiś spo­sób czas naro­dzin Zara­ta­sa i Jezu­sa. Otóż wg moich obli­czeń obej­mu­ją­cych 5000 lat przed Chry­stu­sem i 5000 lat po Chry­stu­sie[1], trzy­krot­na koniunk­cja Jowi­sza i Satur­na w zna­ku Ryb wystą­pi­ła tyl­ko dwu­krot­nie: w IX w. p.n.e. oraz wła­śnie w roku naro­dzin Jezu­sa! Co wię­cej – bez wzglę­du na to jakie­go Zodiaku uży­wa­my, był to zawsze znak Ryb (sto­su­jąc Zodiak tro­pi­kal­ny trzy­krot­na koniunk­cja wystą­pi­ła poza tym tyl­ko w latach 4891–4892 p. n. e.). Wymie­nio­ny IX w. p. n. e. na pierw­szy rzut oka nie ma związ­ku z tema­tem. Wziąw­szy jed­nak pod uwa­gę, że obec­nie coraz wię­cej bada­czy skła­nia się ku poglą­do­wi, że okres życia Zara­ta­sa nale­ży dato­wać co naj­mniej na IX w. p. n. e., na co wska­zu­je język uży­ty w jego pismach (sta­ro­awe­styj­ski), któ­ry uży­wa­ny był jesz­cze w tym cza­sie, zapo­wiedź Zara­ta­sa, że naro­dzi się ponow­nie i że nale­ży wyglą­dać na nie­bie zna­ków jego ponow­nych naro­dzin, nabie­ra inne­go zna­cze­nia. Tym szcze­gól­nym zna­kiem mia­ła być więc wspo­mnia­na trzy­krot­na koniunk­cja Jowisz i Satur­na w zna­ku Ryb!

Czy Trzej Kró­lo­wie byli tyl­ko legen­dą? Choć nie ma twar­dych dowo­dów potwier­dza­ją­cych real­ność tego zda­rze­nia, moim zda­niem nie moż­na zigno­ro­wać szcze­gó­ło­wych wizji AKE. A Gwiaz­da Betle­jem­ska? Sam fakt opi­su zacho­wa­nia się gwiaz­dy negu­je moim zda­niem mate­rial­ną real­ność zja­wi­ska. Być może było rze­czy­wi­ście jakieś zja­wi­sko okre­śla­ne Gwiaz­dą Betle­jem­ską, ale nie było to zja­wi­sko real­ne w takim samym stop­niu jak trzy­krot­na koniunk­cja Jowi­sza i Satur­na w Rybach i nie nale­ży tych zja­wisk trak­to­wać jako rów­no­waż­ne bądź nawet toż­sa­me. Koniunk­cja pla­net mogła być ocze­ki­wa­nym i odczy­ta­nym zna­kiem, ale to nie ona pro­wa­dzi­ła Magów do Betlejem. 

To oni, Trzej Kró­lo­wie, czy­li w isto­cie rze­czy astro­lo­dzy, pra­wi­dło­wo odczy­ta­li znak przyj­ścia na świat Zba­wi­cie­la i dla­te­go też Świę­to Trzech Kró­li nale­ża­ło­by wła­ści­wie świę­to­wać tak­że jako Świę­to Astro­logów, któ­re od lat obcho­dzę oso­bi­ście i do cze­go zachę­cam innych.

[1] Astro­logicz­ne pro­gra­my kom­pu­te­ro­we obej­mu­ją obli­cze­nia­mi okres mak­sy­mal­nie do ok. 10000 lat

 
Tekst powyż­szy jest frag­men­tem wykła­du wygło­szo­ne­go 7 stycz­nia 2013 r. w Pol­skim Towa­rzy­stwie Astro­logicz­nym

Komen­ta­rze FB

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Introductorium astronomiae” Michała Falkenera wkrótce po polsku!

Właśnie skończyłem zasadniczą część pracy redakcyjnej nad edycją krytyczną dzieła polskiego uczonego Michała Falkenera z Wrocławia „Introductorium astronomiae” z 1506...

Zamknij