Astrologia – wykład 13. Astrologia medyczna.

Dzi­siaj zabie­rze­my się do popa­trze­nia na horo­skop w inny spo­sób. Będzie­my mówić o astro­lo­gii medycz­nej. Kie­dy zba­da­my już do cze­go czło­wiek jest zdol­ny, jakie ma moż­li­wo­ści i pla­ny, musi­my zoba­czyć jak wyglą­da jego zdro­wie, bo może mu ono bar­dzo prze­szko­dzić w reali­za­cji zamie­rzeń. Nie ma po co robić horo­sko­pu czło­wie­ka, któ­ry jutro umrze. Dla­te­go też astro­log musi przede wszyst­kim zwró­cić uwa­gę na dłu­gość życia, rodzaj śmier­ci, cho­ro­by nęka­ją­ce jed­nost­kę, bo może się oka­zać, że wszyst­kie pozo­sta­łe roz­wa­ża­nia tra­fią w próż­nię.

Astro­lo­gia medycz­na jest spra­wą nie­ja­ko osob­ną i róż­nie może być sto­so­wa­na. Naj­czę­ściej robi się tzw. horo­skop decum­bi­tur czy­li na moment poło­że­nia się cho­re­go do łóż­ka. Są dwa dobre momen­ty na zro­bie­nie horo­sko­pu oso­by cho­rej. Jeden – współ­cze­śnie powszech­nie uży­wa­ny – wła­śnie na moment poło­że­nia się cho­re­go do łóż­ka, a dru­gi, to jest moment przy­nie­sie­nia moczu do ana­li­zy. Jesz­cze w XVII wie­ku astro­log wyma­gał przy­nie­sie­nia moczu do ana­li­zy. Nie ana­li­zo­wał go, tyl­ko sta­wiał na tę chwi­lę horo­skop. Teraz raczej tego wyma­gać nie moż­na, chy­ba że się same­mu jest leka­rzem.

W horo­sko­pie uro­dze­nio­wym naj­sil­niej widać cho­ro­by i scho­rze­nia psy­cho­so­ma­tycz­ne, czy­li te, któ­re wyni­ka­ją z zabu­rzeń psy­chicz­nych, ner­wic i w koń­cu ata­ku­ją obja­wa­mi cie­le­sny­mi orga­nizm. Widać rów­nież ten­den­cje wypad­ko­we i kalec­twa, ponie­waż oszpe­ca­ją i są widocz­ne cie­le­śnie. Gorzej nato­miast jest z cho­ro­ba­mi zakaź­ny­mi, epi­de­micz­ny­mi. gdyż są trud­ne do dia­gno­zo­wa­nia w astro­lo­gii. Zda­rza się, że jest to moż­li­we, ale w ten spo­sób nie wyła­pie­my wszyst­kich cho­rób. Praw­do­po­dob­nie zale­żą one od popu­la­cji i że są to spra­wy tak samo cią­żą­ce nad nami, jak efek­ty woj­ny, czy innych zmian poli­tycz­no-spo­łecz­nych, któ­re nie­ko­niecz­nie nas doty­czą, a jed­nak nas doty­ka­ją. Żeby lepiej zba­dać ten pro­blem nale­ża­ło­by prze­ana­li­zo­wać horo­sko­py całej gru­py spo­łecz­nej, w któ­rej czło­wiek prze­by­wa, a wów­czas wyła­pa­ło­by się te rze­czy bez­błęd­nie. Z horo­sko­pu uro­dze­nio­we­go jest trud­no to zauwa­żyć, ale moż­na ująć to w nastę­pu­ją­ce regu­ły:

Dla zba­da­nia sta­nu zdro­wia waż­na jest przede wszyst­kim odpor­ność i kon­sty­tu­cja fizycz­na dzie­dzi­czo­na po przod­kach. Zauwa­żo­no, że męż­czyź­ni dzie­dzi­czą prze­waż­nie po linii męskiej, a kobie­ty po żeń­skiej, ale nie jest to abso­lut­na regu­ła i przy prze­wa­dze pla­net męskich w rogach horo­sko­pu, kobie­ta może dzie­dzi­czyć po męż­czy­znach ze swe­go rodu.

Przede wszyst­kim dzie­dzi­czy­my cechy Słoń­ca i naj­czę­ściej Słoń­ce zwią­za­ne jest ści­słym aspek­tem, albo dokład­nie tak poło­żo­ne jak w horo­sko­pach rodzi­ców. Bar­dzo czę­stym zja­wi­skiem jest poło­że­nie Słoń­ca w tym samym punk­cie, w któ­rym ojciec ma Ascen­dent, lub odwrot­nie. Przede wszyst­kim zwra­ca­my więc uwa­gę na Słoń­ce i Ascen­dent, gdyż razem powin­ny nam powie­dzieć o cechach dzie­dzi­czo­nych. Z tym, że Ascen­dent bar­dziej mówi o budo­wie cia­ła i wyglą­dzie zewnętrz­nym, Słoń­ce bar­dziej o cha­rak­te­rze i skłon­no­ściach do pew­nych cho­rób wewnętrz­nych Z kolei aspek­ty jakie ma Ascen­dent i Słoń­ce naj­sil­niej mówią o moż­li­wo­ści zacho­ro­wa­nia w okre­ślo­nych okre­sach życia i o rodza­jach cho­rób. Czy­ta się to głów­nie przez zna­ki Zodia­ku i spo­tka­li­śmy się nie­raz z rysun­kiem czło­wie­ka zodia­kal­ne­go, gdzie na gło­wie nary­so­wa­ny jest Baran, na szyi Byk itd. Cho­dzi tu o pew­ne czę­ści orga­ni­zmu. Czło­wiek sto­ją­cy pio­no­wo jest podzie­lo­ny na 12 czę­ści, ale zda­rza­ją się tu pew­ne nie­po­ro­zu­mie­nia. W okre­sie śre­dnio­wie­cza astro­lo­gia euro­pej­ska upa­dła i czer­pa­ła swo­ją wie­dzę od Ara­bów, a oni zaj­mo­wa­li się raczej magią niż astro­lo­gią. W związ­ku z tym pokrę­ci­li to i owo, bo im to nie było do nicze­go potrzeb­ne. Do bio­ener­go­te­ra­pii nie musie­li znać dokład­nie poło­że­nia jakie­go­kol­wiek orga­nu. Dzia­ła­li na całą stre­fę i nie usi­ło­wa­li roze­zna­wać zbyt dokład­nie. W rze­czy­wi­sto­ści wyglą­da to tak, że Baran okre­śla całą czasz­kę. Z tym, że głów­nie doty­czy on funk­cjo­no­wa­nia orga­nów zawar­tych w czasz­ce: nie tyl­ko mózgu, ale i zębów, oczu, uszu itd. Ascen­dent nato­miast opi­su­je część twa­rzo­wą, zwłasz­cza oczy. I teraz każ­da pla­ne­ta znaj­du­ją­ca się w Ascen­den­cie, czy zna­ku Bara­na czy w sil­nym aspek­cie do Asc. będzie mia­ła jakiś wpływ. Tak po kolei: Słoń­ce i Księ­życ dzia­ła­ją na oczy, z tym że Księ­życ ma bar­dziej zwią­zek z budo­wą ner­wu oczne­go, a Słoń­ce z samą gał­ką oczną, soczew­ką itd. Więc wszel­kie zaćmy itp. zwią­za­ne są np. z nowiem w horo­sko­pie w kwa­dra­tu­rze albo w koniunk­cji Ascen­den­tu, czy opo­zy­cji – bo to zaćmie­nie Słoń­ca.

Mer­ku­ry dzia­ła głów­nie na sys­tem ner­wo­wy, ale w sen­sie wyda­wa­nia roz­ka­zów przez mózg do pra­cy mię­śni. Dla­te­go pora­że­nie Mer­ku­re­go wywo­łu­je jakieś para­li­że, skur­cze, trzę­sie­nie rąk i temu podob­ne zabu­rze­nia zwią­za­ne z pra­cą rąk i nóg. Ale pocho­dzą one z mózgu.

Wenus to przede wszyst­kim zabu­rze­nia prze­mia­ny mate­rii dają­ce w efek­cie nad­mier­ną oty­łość, jakieś cho­ro­by skór­ne. Z tym, że z cho­ro­ba­mi skór­ny­mi nale­ży uwa­żać, bo nie­któ­re z nich pocho­dzą z wewnętrz­nych prze­mian w orga­ni­zmie, a nie­któ­re są czy­sto der­ma­to­lo­gicz­ne, zwią­za­ne tyl­ko z samą skó­rą. Wenus doty­czy tyl­ko tych zwią­za­nych z samą skó­rą. Wenus sym­bo­li­zu­je funk­cjo­no­wa­nie krą­że­nia wody w orga­ni­zmie, odkła­da­nie się tej wody itd. a więc może powo­do­wać np. wodo­gło­wie (w Ascen­den­cie) i tym podob­ne histo­rie.

Mars to przede wszyst­kim funk­cjo­no­wa­nie, pra­ca same­go orga­ni­zmu a zna­la­zł­szy się w Ascen­den­cie może powo­do­wać jakieś zapa­le­nia, tem­pe­ra­tu­ry, od razu nara­ża na sil­ne prze­zię­bie­nia, czy jakieś małe źró­dła zapal­ne w mózgu. Dla­te­go bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­ny jest Mars w Asc. a Księ­życ w 12 domu dla ognisk epi­lep­tycz­nych (przy pora­że­niu obu tych pla­net). I jeże­li ów Mars albo Księ­życ ma zwią­zek z Ascen­den­tem – to już jest epi­lep­sja.

Jowisz nie powo­du­je spe­cjal­nych zabu­rzeń w samej czasz­ce i gło­wie poza zabu­rze­nia­mi sma­ku. Jakieś tam drob­ne histo­rie zwią­za­ne z języ­kiem, gru­czo­ła­mi śli­no­wy­mi, ale nie wywo­łu­je to żad­nych poważ­niej­szych zmian. Są takie histo­rie u sta­rusz­ków, że mają zapa­le­nia śli­nia­nek i to wła­śnie jest zwią­za­ne z Jowi­szem.

Saturn nato­miast wywo­łu­je naj­cięż­sze scho­rze­nia, bo będąc natu­ral­nym wro­giem Ascen­den­tu powo­du­je już w dzie­ciń­stwie cięż­kie pro­ble­my. Będąc w Ascen­den­cie lub złych aspek­tach do nie­go jest przy­czy­ną głu­cho­ty, jakiś sil­nych zmian w kościach czasz­ki, zabu­rzeń reu­ma­tycz­nych, prze­zię­bień. Saturn w Ascen­den­cie może spo­wo­do­wać raka twa­rzy ata­ku­ją­ce­go kości twa­rzy, nos itd. (Wenus była czę­sta w wypad­kach trą­du twa­rzy, a ponie­waż Wenus wska­zu­je zawsze na cho­ro­by zakaź­ne, wyni­ka z tego astro­lo­gicz­nie, że jest to mniej wię­cej taka cho­ro­ba jak syfi­lis).

Uran, Nep­tun i Plu­to to cho­ro­by nie­wi­dzial­ne. Uran doty­czy przede wszyst­kim sta­nu ner­wów, zabu­rzeń łącz­no­ści świa­do­mo­ści z pod­świa­do­mo­ścią. Takie zabu­rze­nia nastę­pu­ją na sku­tek zbyt­niej ilo­ści bodź­ców pły­ną­cych z pod­świa­do­mo­ści i wystę­pu­je odmien­ny stan świa­do­mo­ści nazy­wa­ny schi­zo­fre­nią, któ­ry schi­zo­fre­nią jed­nak nie jest. Schi­zo­fre­nia wystę­pu­je wte­dy, gdy Słoń­ce, Księ­życ, Mer­ku­ry i Ascen­dent nie mają ze sobą żad­ne­go aspek­tu, albo tyl­ko ujem­ne i przy­naj­mniej dwa z tych punk­tów ata­ko­wa­ne są osob­no przez Mar­sa i Satur­na. Jeże­li prze­wa­gę w tym ukła­dzie ma Mars, jest to czy­sta schi­zo­fre­nia ukła­do­wa, a jeże­li Saturn góru­je w horo­sko­pie, to będzie wów­czas maniak. Przy Plu­to­nie maniak sek­su­al­ny, bo wszel­kie dokład­ki innych pla­net będą zabar­wia­ły tę manię. Przy samym Satur­nie będzie to czy­sty melan­cho­lik. Bar­dzo bier­ny.

Bywa­ją cho­ro­by, któ­re przez współ­cze­sną psy­chia­trię okre­śla­ne są jako schi­zo­fre­nia, ale są tyl­ko schi­zo­fre­nio­po­dob­ne i wła­ści­wie ule­czal­ne. Taki ukła­do­wy pro­blem jest nie­ule­czal­ny. Jest on nie­ja­ko loso­wy i nie zna­my na to żad­ne­go spo­so­bu. Bywa­ją takie wypad­ki, że czło­wiek ma zabu­rze­nia umy­sło­we przez sil­ne pora­że­nie Mer­ku­re­go w 12 domu i jest to wła­ści­wie ner­wi­ca do wyle­cze­nia tera­pią, a nor­mal­nie będzie dia­gno­zo­wa­ne jako schi­zo­fre­nia. I będą podob­ne obja­wy. Zawsze tam, gdzie jest ner­wi­ca są sil­ne, złe aspek­ty Mer­ku­re­go. Prak­tycz­nie rzecz bio­rąc nie ma praw­dzi­wej ner­wi­cy tam, gdzie Mer­ku­ry nie ma złych aspek­tów. Jest to nie­moż­li­we. We wszyst­kich innych ukła­dach są to tyl­ko ner­wów­ki. Daj­my na to, że ktoś ma Mer­ku­re­go w Bliź­nię­tach, w try­go­nie Satur­na, któ­ry ma opo­zy­cję Mar­sa z 4 domu. Rodzi­na da mu tyle powo­dów do ner­wów, że hej! Ale to nie dener­wu­je do koń­ca, to nie są zabu­rze­nia umy­sło­we. Trze­ba to wyraź­nie roz­róż­nić. Uran daje dzi­kie pomy­sły, typo­we dla mania­ków i w koń­cu nastę­pu­je uciecz­ka przed rze­czy­wi­sto­ścią we wła­sny, okre­ślo­ny świat. Przy Ura­nie jest to z regu­ły świat tech­ni­ki, kon­tak­tów z UFO i temu podob­ne. Przy Nep­tu­nie są to manie reli­gij­ne i obja­wie­nia świę­tych czy kra­sno­lud­ków. A przy Plu­to­nie są to manie sek­su­al­ne. Sta­ty­sty­ki zachod­nio­nie­miec­kich astro­lo­gów wska­zu­ją, że 90% ska­za­nych na karę śmier­ci w ostat­nich 30 latach w Euro­pie Zachod­niej mia­ło Plu­ton a w bar­dzo złych aspek­tach w Zeni­cie. Tak bar­dzo jest on nie­bez­piecz­ny. Tak więc Plu­to może gro­zić sza­leń­stwem i jest to sza­leń­stwo z regu­ły nie uświa­da­mia­ne przez deli­kwen­ta. Popeł­niw­szy czyn, nie pamię­ta on o nim. Jest to fan­ta­stycz­na zdol­ność umy­słu, tak umieć się wyłą­czyć i do tego stop­nia zapo­mnieć.

Przy dia­gno­zo­wa­niu cho­rób psy­chicz­nych potrze­ba dobre­go psy­cho­lo­ga, gdyż jest nie­zli­czo­na ilość odmian psy­cho­ner­wic i ogrom­na ilość psy­cho­te­ra­pii. Moż­na jed­nak dać kil­ka rad pod­sta­wo­wych. Tam gdzie mamy sil­ne zabu­rze­nia Księ­ży­ca – widzi­my w horo­sko­pie, że Księ­życ w ogó­le nie ma aspek­tów, bywa tak. Jest to w ogó­le rzecz pod­sta­wo­wa: naj­pierw trze­ba zauwa­żyć, któ­ra z pla­net nie ma żad­nych aspek­tów. Jeże­li jest to Słoń­ce, Księ­życ, Mer­ku­ry albo wład­ca Ascen­den­tu wystę­pu­ją sil­ne zabu­rze­nia psy­chicz­ne u czło­wie­ka i moż­li­wość uciecz­ki od real­nej rze­czy­wi­sto­ści do świa­ta wewnętrz­ne­go. Samo w sobie nie sta­no­wi to jesz­cze wiel­kiej groź­by, bo u nie­któ­rych jest moż­li­wość kon­tak­tu z wła­snym “ja” przez ukła­dy pośred­nie, np. przez to, że Mer­ku­ry jest w zna­ku Wenus w Byku a Wenus w Bliź­nię­tach. Może nie być aspek­tów pomię­dzy tymi pla­ne­ta­mi a jed­nak jest łącz­ność przez zamia­nę zna­ków. To samo może być z doma­mi i już Mer­ku­ry jest sil­ny, cho­ciaż nie ma aspek­tów. Trze­ba zwró­cić uwa­gę, że nawet pół­sek­styl pla­ne­ty wspo­ma­ga­ją­cej z natu­ry Mer­ku­re­go, takiej jak Uran czy Nep­tun może też zawa­żyć na spra­wie, i że nie jest to Mer­ku­ry nie­aspek­to­wa­ny.. Ludzie medy­tu­ją­cy, zaj­mu­ją­cy się Jogą, czy okul­ty­zmem mie­wa­ją Mer­ku­re­go bez aspek­tów, nato­miast bar­dzo sil­ne­go horo­sko­po­wo. Zwią­za­ne jest to chy­ba z tym, że okul­tyzm nie szu­ka roz­gło­su, a Mer­ku­ry mówi o roz­gła­sza­niu wła­snych myśli, o prze­ka­zy­wa­niu ich innym. Więc tam, gdzie mamy sil­ne zabu­rze­nia Księ­ży­ca moż­na dzia­łać przez wyobraź­nię. Sto­su­je się tera­pię zwią­za­ną z wyobraź­nią twór­czą i roz­wi­ja­jąc ją moż­na zapo­biec powsta­wa­niu ner­wi­cy.

Tam, gdzie mamy do czy­nie­nia z Mer­ku­rym dzia­ła­nie musi być abso­lut­nie racjo­nal­ne. Wyłą­cza­my wręcz wyobraź­nię i dzia­ła­my czy­sto inte­lek­tu­al­nie.

Tam, gdzie mamy do czy­nie­nia z Wenus dzia­ła­my na pię­trze sztu­ki, odczuć, wyczuć, uczuć, na pię­trze pobu­dza­nia zmy­słu este­tycz­ne­go, twór­cze­go.

Tam, gdzie mamy do czy­nie­nia z Mar­sem naj­lep­szym spo­so­bem ze zna­nych w psy­cho­te­ra­pii jest wyłą­cze­nie mię­sa z die­ty, przy­naj­mniej na mie­siąc. Mars jest przy­czy­ną takich zabu­rzeń jak mastur­ba­cja, ner­wi­ce sek­su­al­ne, róż­ne stra­chy, nie­ko­niecz­nie musi to być zaraz sil­na agre­sja (to raczej Plu­to powo­du­je tak sil­ne agre­sje, że czło­wiek chce zabi­jać), są to iry­ta­cje, furie, czło­wiek klnie, wpa­da w sza­ły.

W ogó­le jeże­li cho­dzi o die­tę, to przy Wenus wyłą­cza się cukier, a przy Księ­ży­cu cho­dzi o kwas mle­ko­wy.

Jako ujem­ny efekt dzia­ła­nia Jowi­sza wystę­pu­je auten­tycz­na mega­lo­ma­nia, chwa­le­nie się czymś nie­re­al­nym, czło­wiek dzia­ła zawsze dwu­to­ro­wo Może to być np. zło­dziej odgry­wa­ją­cy rolę sędzie­go i może to pro­wa­dzić do bar­dzo paskud­nych histo­rii. Przede wszyst­kim obja­wia się to w for­mie auto­ry­ta­tyw­nej, narzu­ca­nia swo­je­go zda­nia oto­cze­niu, ale nigdy nie prze­cho­dzi w agre­sję. Czło­wiek nie usi­łu­je dzia­łać siłą, ale wytę­ża cały swój spryt, aby przy pomo­cy intry­gi pokie­ro­wać spra­wa­mi.

Przy Satur­nie nastę­pu­je pro­ces odwrot­ny, już nie eks­pan­sja, tyl­ko ucie­ka­nie od śro­do­wi­ska, samot­nic­two, abne­ga­cja, opusz­cze­nie, ner­wi­ca pole­ga­ją­ca na tym, że czło­wiek tonie w bru­dzie, odda­la się coraz bar­dziej, tra­ci kon­takt ze wszyst­ki­mi wokół sie­bie, a przy tym nie zamy­ka się w świe­cie wewnętrz­nym jak schi­zo­fre­nik, tyl­ko odczu­wa ból ist­nie­nia i pra­gnie kon­tak­tów, bojąc się ich jed­no­cze­śnie. Powsta­je sprzecz­ność. Jest to bar­dzo bole­sny stan i na sta­rość bar­dzo wie­le osób temu ule­ga. Kie­dy wystę­pu­je to u mło­de­go czło­wie­ka, czę­sto jest to zwią­za­ne z manią prze­śla­dow­czą i nie­zro­zu­mie­niem go przez oto­cze­nie, któ­re go prze­śla­du­je za ową manię. Oka­zu­je się, że home­opa­tycz­nie rzecz bio­rąc jest to nad­miar żela­za w orga­ni­zmie i nastę­pu­je nie­wła­ści­we nama­gne­so­wa­nie nie­któ­rych orga­nów, zwłasz­cza w mózgu i regu­lu­je się to utle­nia­niem żela­za. Nato­miast psy­cho­te­ra­peu­tycz­nie sto­su­je się meto­dy roz­wo­ju świa­to­po­glą­du na pię­trze filo­zo­fii. Taki czło­wiek ma zwy­kle pew­ne wła­sne prze­my­śle­nia ale nie potra­fi ich zre­ali­zo­wać do koń­ca. Jeże­li mu się w tym dopo­mo­że, odbi­je się od dna i zacznie funk­cjo­no­wać nor­mal­nie, gdyż Saturn potra­fi zadzia­łać auto­ry­ta­tyw­nie, jest bowiem wiel­ką, cięż­ką pla­ne­tą. I tyl­ko trze­ba mu cza­sem przy­po­mnieć, że jest taki waż­ny i był kie­dyś rząd­cą całe­go Ukła­du Sło­necz­ne­go jako Kro­nos.

Tam gdzie przy­czy­ną zabu­rzeń są Uran, Nep­tun i Plu­to, tera­pie są w ogó­le nie­zna­ne. Wia­do­mo tyl­ko, że z Ura­nem zwią­za­ne są zabu­rze­nia ukła­du bio­ener­go­elek­trycz­ne­go.

Do tej pory oma­wia­li­śmy tyl­ko to, co dzie­je się z gło­wą i mózgiem. Jeże­li nato­miast chce­my roz­pa­trzyć inny organ, czy w ogó­le dia­gno­zo­wać cho­ro­bę musi­my popa­trzeć na Ascen­dent, Słoń­ce, naj­bliż­szą, naj­sil­niej­szą pla­ne­tę w aspek­cie do Słoń­ca, a jeże­li jest to uro­dze­nie noc­ne, to Księ­życ musi zastą­pić Słoń­ce, na to co dzie­je się w domu 6, 8 i 12. Ascen­dent to przede wszyst­kim cho­ro­by dzie­dzi­czo­ne. Dom 6 – naby­wa­ne przez prze­pra­co­wa­nie, nie­wła­ści­wy tryb życia, czy­li przez naszą wła­sną głu­po­tę i nie­wła­ści­we trak­to­wa­nie orga­ni­zmu. Dom 12 – to cho­ro­by naby­wa­ne od oto­cze­nia, a więc cho­ro­by zakaź­ne, wypad­ki itp. Dom 8 – to rodzaj śmier­ci i cho­ro­by śmier­tel­ne, ale czę­sto zwią­za­ne jest to z domem 4, bo tam widać koniec życia i naby­cie jakiejś cho­ro­by tuż przed śmier­cią, będą­cej przy­czy­ną tej­że śmier­ci może też być w domu 4. Tak więc zno­wu wła­ści­wie wra­ca­my do całe­go horo­sko­pu, ale głów­nie na te punk­ty trze­ba zwró­cić uwa­gę. Kon­kret­nie przy robie­niu tego dyrek­cja­mi trze­ba ruszyć: Ascen­dent, szczyt domu 6 i 12, szczyt domu 8, szczyt domu 4, wład­ców tych domów, pla­ne­ty zawar­te w tych domach, hyle­ga oraz wład­cę Asc. czy­li Geniu­sza Horo­sko­pu. Wypi­su­je­my to sobie i jeże­li zbie­rze się tak, że przy­naj­mniej trzy z tych punk­tów usta­wią się w kwa­dra­tu­ry czy opo­zy­cje do sie­bie nawza­jem i nie będzie tam dodat­nie­go aspek­tu Jowi­sza – nastą­pi śmierć. I wte­dy już sobie spo­koj­nie tego szu­ka­my. Przy czym zawsze trze­ba pamię­tać, że natu­ral­nym ogól­nym sygni­fi­ka­to­rem śmier­ci jest Plu­to, któ­ry zawsze, nie­za­leż­nie od cze­go­kol­wiek musi się w tej kon­ste­la­cji znaj­do­wać. Jest on ogól­nym sygni­fi­ka­to­rem śmier­ci i roz­kła­du cia­ła. Bar­dzo waż­nym pro­ble­mem przy dia­gno­zo­wa­niu jest uprzy­tom­nie­nie sobie zna­ków Zodia­ku okre­śla­ją­cych stre­fy cia­ła. Pla­ne­ty wła­da­ją­ce tymi zna­ka­mi okre­śla­ją jak funk­cjo­nu­je dana część cia­ła.

Omów­my to na kon­kret­nym przy­kła­dzie: Saturn w Wadze sta­no­wi zagro­że­nie dla nerek – kami­ca ner­ko­wa. W dodat­ku jest to trud­no dia­gno­zo­wal­ne i z dzi­ki­mi obja­wa­mi, ponie­waż dołą­cza się koniunk­cja Nep­tu­na, któ­ry zawsze zaciem­nia obraz na począt­ku cho­ro­by i czło­wie­ka leczy się na coś zupeł­nie inne­go. Żeby teraz zdia­gno­zo­wać dokład­nie o co cho­dzi patrzy­my, że jest to pas bio­dro­wy, w któ­rym jest cały sze­reg innych orga­nów, np. jaj­ni­ki u kobie­ty, któ­re tak jak i ner­ki też są podwój­ne i podob­nie uło­żo­ne. Więc żeby nie mieć wąt­pli­wo­ści o co cho­dzi, patrzy­my na Wenus czy­li rząd­cę. Wenus jest w Bliź­nię­tach, czy­li podwój­nym zna­ku, co nam pod­kre­śla, że organ jest podwój­ny, a Bliź­nię­ta poza tym są zna­kiem powie­trza, a więc cho­dzi o prze­pust – jakiś prze­wód, w któ­rym umie­ści się kamyk i go zatka. Patrzy­my dalej, gdzie jest Mer­ku­ry, rząd­ca Wenus. Mer­ku­ry znaj­du­je się w Lwie – pod wpły­wem tego zatka­nia zro­bi się zapa­le­nie (Lew znak gorą­ca), a Słoń­ce też w Lwie – będzie to duże zapa­le­nie. Rozu­mu­je­my dalej: co powo­du­je stan zapal­ny? Ropień – to jest stan zapal­ny. Dalej już nie ma dro­gi, czy­li tak musi być, chy­ba że zosta­nie usu­nię­te chi­rur­gicz­nie. To się może tyl­ko roz­wi­jać, bo Słoń­ce daje eks­pan­sję a nie ma inne­go rząd­cy Lwa. Teraz patrzy­my na to ina­czej. Ponie­waż Wenus jest w koniunk­cji Jowi­sza, to już wska­zu­je na moż­li­wość nor­mal­ne­go lecze­nia, bo Jowisz to zawsze lekarz w horo­sko­pie. Jowisz w Bliź­nię­tach ozna­cza, że lekarz jest inte­li­gent­ny i oczy­ta­ny, i może to w porę zauwa­żyć i zacznie inter­we­nio­wać. Patrzy­my dalej czy on to wyle­czy. Jowisz jest w Bliź­nię­tach i lekarz to zauwa­żył i bro­ni przed śmier­cią, bo w domu 8, to teraz jego wład­ca czy­li Mer­ku­ry, jest w Lwie, w zna­ku sta­łym – czy­li on myśli sta­le, sil­ny inte­lekt i w koniunk­cji Słoń­ca, więc jasny, bły­sko­tli­wy. Zauwa­żyw­szy to zaczy­na sto­so­wać jakąś tera­pię, a środ­ki medycz­ne poda­wa­ne cho­re­mu – to Mer­ku­ry. Sto­su­je on jakiś lek anty­za­pal­ny oddzia­ły­wu­jąc na to Słoń­ce i jest zupeł­ne praw­do­po­do­bień­stwo wyle­cze­nia. Tak mniej wię­cej powin­no prze­bie­gać rozu­mo­wa­nie przy dia­gno­zo­wa­niu.

Musi­my jesz­cze pamię­tać o jed­nej bar­dzo waż­nej spra­wie. Nie­któ­re gwiaz­dy sta­łe są bar­dzo groź­ne i gro­żą cho­ro­ba­mi zwłasz­cza tam, gdzie Ascen­dent, Słoń­ce, Księ­życ czy wład­ca Asc. jest w koniunk­cji z tą gwiaz­dą. Tak np. 6 sto­pień Lwa czy Wod­ni­ka (wscho­dzą­cy lub zacho­dzą­cy) powo­du­je śle­po­tę już tyl­ko przez to, że Asc. się tam zna­lazł. Są stop­nie głu­cho­ty w Zodia­ku, czy innych cho­rób, a bar­dzo czę­sto nie moż­na tego wyczy­tać z same­go usta­wie­nia pla­net.

Jeże­li Ascen­dent znaj­dzie się w zna­ku odpor­nym na cho­ro­by (naj­bar­dziej odpor­ne są zna­ki ognia), to są to ludzie, któ­rzy umie­ra­ją na uli­cy na ser­ce, bo zawsze twier­dzi­li, że są abso­lut­nie zdro­wi i nie potrze­bu­ją się leczyć. Nato­miast naj­bar­dziej cho­ro­wi­te – w sen­sie poj­mo­wa­nia swo­je­go zdro­wia i dba­ło­ści o sie­bie – są: znak Pan­ny (wscho­dzą­cy), Ryby, Rak, któ­ry jest kapry­śny i w związ­ku z tym też może być cho­ro­wi­ty, bo lubi się pie­ścić ze sobą. Nato­miast napraw­dę cho­ro­wi­te zna­ki to zna­ki Powie­trza. Przy czym spe­cy­ficz­nie Bliź­nię­ta cho­ru­ją głów­nie na płu­ca, ale tak­że i Ryby cho­ru­ją na płu­ca a zwłasz­cza na gruź­li­cę. Naj­częst­szym obja­wem gruź­li­czym jest Saturn w Rybach czy w 12 domu. Rów­nież Mars może powo­do­wać takie histo­rie. Waga cho­ru­je na moczo­wód, ner­ki, prze­zię­bie­nia tych par­tii, a Wod­nik raczej na ner­wy.

Bli­skość Satur­na przy Ascen­den­cie czy Descen­den­cie wska­zu­je na sil­ne zagro­że­nie przy uro­dze­niu i tyle lat, ile Saturn ma stop­ni do Ascen­den­tu to trwa, zanim doj­dzie do tego poważ­ne­go zagro­że­nia. Zwłasz­cza Saturn w Ascen­den­cie, w złych aspek­tach i przy ści­słym poło­że­niu jest groź­ny, a przy jakiejś kwa­dra­tu­rze Mar­sa, Słoń­ca może od razu ozna­czać wadę wro­dzo­ną.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Astrologia – wykład 12. Prawidłowe odczytywanie horoskopu.

Dzisiaj przystąpimy do bardziej szczegółowego omówienia pewnych problemów. W zasadzie horoskop odpowiada na pewne zagadnienia i stawiane mu pytania, ale...

Zamknij