Jung i astrologia

Rodzi się w naszych cza­sach nowa astro­lo­gia. Jest jesz­cze sto­sun­ko­wo nie­u­kształ­to­wa­na, nie­sko­or­dy­no­wa­na, nie w peł­ni przy­sto­so­wa­na do potrzeb spo­łecz­nych1 – pisze Ste­phen Arroyo, psy­cho­log i astro­log.

Czy astro­lo­gia, któ­rą wraz z począt­kiem epo­ki indu­strial­nej wyrzu­co­no z uni­wer­sy­tec­kich katedr, może nieść jesz­cze dziś jakąś wie­dzę o czło­wie­ku i jed­no­cze­śnie ule­gać takim prze­obra­że­niom, aby jej język, w grun­cie rze­czy sym­bo­licz­ny, był zro­zu­mia­ły dla nas, ludzi żyją­cych już w XXI wie­ku? Astro­lo­gia, choć cią­gle ata­ko­wa­na, nadal żyje i doma­ga się ponow­ne­go odkry­cia zwłasz­cza na płasz­czyź­nie psy­cho­lo­gicz­nej, ponie­waż, co by o niej nie mówić, pozo­sta­je skarb­cem doświad­czeń ludz­kiej psy­che2. To wła­śnie psy­cho­lo­gicz­ny, ale też i mitycz­no-sym­bo­licz­ny wymiar astro­lo­gii jest dla Karo­la Gusta­wa Jun­ga jed­nym z sze­ro­kie­go spek­trum jego zain­te­re­so­wań tymi dzie­dzi­na­mi, któ­re wpraw­dzie leżą na pery­fe­riach nauki, ale ich związ­ki z ducho­wym dzie­dzic­twem ludz­ko­ści każą nam uważ­niej wsłu­chać się w ich psy­cho­lo­gicz­ne, a być może nawet i uni­wer­sal­ne prze­sła­nie. W liście do Zyg­mun­ta Freu­da trzy­dzie­sto­sze­ścio­let­ni Jung pisał: Muszę powie­dzieć, iż sądzę, że pew­ne­go dnia w astro­lo­gii da się na pew­no odkryć duży kawał wie­dzy o dro­gach naszych prze­czuć; wie­dzy, któ­ra dotar­ła aż na nie­bo3.

Astro­lo­gia – archa­icz­na psy­cho­lo­gia

Dziś, z całą pew­no­ścią moż­na stwier­dzić, że Jung żywo zain­te­re­so­wa­ny astro­lo­gią rzu­cił na nią nowe świa­tło, pozwa­la­jąc nam ujrzeć nie­zna­ny dotąd wymiar tej liczą­cej set­ki lat wie­dzy, któ­rą ludz­kość zgłę­bia­ła już nie­mal u swe­go zara­nia. Dla archa­icz­ne­go czło­wie­ka nie­bo obra­zo­wa­ło boski porzą­dek i har­mo­nię. Ten szcze­gól­ny wyraz spi­ry­tu­ali­za­cji kosmo­su pozwa­lał dostrzec zwią­zek, jaki ist­nie­je pomię­dzy czło­wie­kiem a nie­bem, a tym samym uchwy­cić więź obec­ną mię­dzy duszą ludz­ką a boga­mi. Jung bowiem rozu­miał astro­lo­gię jako sym­bo­licz­ne kon­fi­gu­ra­cje, w swej struk­tu­rze zbli­żo­ne do nie­świa­do­mo­ści zbio­ro­wej, zaś pla­ne­ty były dla nie­go boga­mi rozu­mia­ny­mi jako sym­bo­le mocy nie­świa­do­mo­ści.4 Nic dziw­ne­go, że dla twór­cy psy­cho­lo­gii głę­bi horo­skop wykre­śla­ny przez astro­lo­ga jawi się jako pod­słu­cha­na roz­mo­wa bogów na nasz temat, któ­ra odby­wa się w momen­cie naro­dzin i trwa aż do śmier­ci.5 Astro­lo­gia nie jest wyłącz­nie zabo­bo­nem, lecz prze­ciw­nie, opie­ra się (…) na pew­nych psy­cho­lo­gicz­nych fak­tach, któ­re mają nie małe zna­cze­nie (…). Jest [ona – przyp. aut.] liczą­cą sobie 5000 lat psy­cho­lo­gią sta­ro­żyt­no­ści i śre­dnio­wie­cza6 – pisał Jung w liście w 1928 roku. Moż­na zatem powie­dzieć, że astro­lo­gia jawi­ła się Jun­go­wi jako swo­iste pod­su­mo­wa­nie archa­icz­nych docie­kań psy­cho­lo­gicz­nych. Ale nie tyl­ko ten czy­sto psy­cho­lo­gicz­ny aspekt astro­lo­gii był dla szwaj­car­skie­go psy­chia­try brze­mien­ny w zna­cze­nia. Ana­li­zu­jąc prze­po­wied­nię astro­lo­gicz­ną Maître Miche­la Nostra­da­mu­sa, mówią­cą o rychłym zała­ma­niu się chrze­ści­jań­stwa, Jung napi­sał: Na pod­sta­wie ist­nie­ją­cych danych astro­lo­gicz­nych, a tak­że moż­li­wo­ści zin­ter­pre­to­wa­nia ich Nostra­da­mus mógł bez więk­szych trud­no­ści prze­wie­dzieć rychły począ­tek enan­cjo­dro­mii eonu chrze­ści­jań­stwa; ba, już w cza­sie wygła­sza­nia tego pro­roc­twa sam Nostra­da­mus znaj­do­wał się w fazie anty­chrze­ści­jań­skiej – peł­nił rolę jej tuby7.

Poglą­dy na temat astro­lo­gii Jung nie wyra­ził w żad­nym ze swo­ich głów­nych dzieł, choć gdzie nie­gdzie może­my odna­leźć pew­ne wąt­ki, tro­py czy inspi­ra­cje sym­bo­licz­no-astro­lo­gicz­ne. Dopie­ro w swych listach twór­ca psy­cho­lo­gii głę­bi odsła­nia się ze swo­imi spo­strze­że­nia­mi, intu­icja­mi i myśla­mi, któ­re nie­kie­dy są jesz­cze nie­spre­cy­zo­wa­ne, luź­no rzu­co­ne, nie dają­ce się ująć w żaden spój­ny sys­tem, ale z pew­no­ścią zdra­dza­ją­ce życz­li­wy sto­su­nek ich auto­ra do astro­lo­gii.

Zarów­no z kore­spon­den­cji, jak i z nie­któ­rych frag­men­tów dzieł daje się wyło­nić pewien obraz Jun­gow­skiej teo­rii astro­lo­gicz­nej, któ­ra obej­mu­je kil­ka zasad­ni­czych zagad­nień:
1) astro­lo­gia jako pry­mi­tyw­na psy­cho­lo­gia i przy­kład psy­cho­lo­gii pro­jek­cji;
2) rela­cja makro­ko­smos-mikro­ko­smos;
3) ana­li­za wiel­kich ryt­mów kosmicz­nych, w szcze­gól­no­ści astro­lo­gicz­nej Ery Ryb i Ery Wod­ni­ka, któ­re zwią­za­ne są ze zja­wi­skiem pre­ce­sji;
4) syn­chro­nicz­ność jako zasa­da wyja­śnia­ją­ca i tym samym upra­wo­moc­nia­ją­ca pozor­nie absur­dal­ne wpły­wy astro­lo­gicz­ne;
5) psy­cho­te­ra­peu­tycz­ny wymiar astro­lo­gii.8

Pro­jek­to­wa­nie nie­ba

W liście do prof. B. V. Rama­na w 1947 roku Jung pisał: (…) astro­lo­gia ma szcze­gól­ne zna­cze­nie dla psy­cho­lo­gów. Opie­ra się ona na psy­chicz­nym fak­cie doświad­czal­nym, któ­ry nazy­wa­my pro­jek­cją, tzn. że tym, co znaj­du­je­my w kon­ste­la­cjach gwiazd, są tre­ści psy­chicz­ne. Pier­wot­nie dało to począ­tek idei, że tre­ści te pocho­dzą z gwiazd, pod­czas gdy jedy­nie pozo­sta­ją one z nimi w syn­chro­nicz­nym związ­ku9. W cyto­wa­nym frag­men­cie Jung tłu­ma­czy, że to nie gwiaz­dy mają wpływ na czło­wie­ka i jego życie, lecz, że to czło­wiek nie­ja­ko wpły­wa na gwiaz­dy, wyko­rzy­stu­je je bowiem jako swo­iste zwier­cia­dła, na któ­re pro­jek­tu­je swo­je wła­sne wyobra­że­nia i w któ­rych odbi­ja się jego wewnę­trzp­sy­chicz­na struk­tu­ra. Cyfer­blat nie­ba został więc upo­rząd­ko­wa­ny, a utoż­sa­mio­ne z ziem­ski­mi pro­ce­sa­mi cykle gwiazd i pla­net wyzna­cza­ły odtąd rytm życia ludz­kie­go. Sta­ro­żyt­ni doko­na­li pro­jek­cji sym­bo­licz­nych obra­zów z głę­bi swej świa­do­mo­ści na zanie­dba­ne i cha­otycz­ne płót­no nie­ba10, czy­niąc ze swe­go dzie­ła kosmicz­ną wer­sję testu Ror­scha­cha.

Tre­ści nie­świa­do­me pier­wot­nie zawsze się poja­wia­ją jako pro­jek­to­wa­ne na obiek­tyw­nie ist­nie­ją­ce oso­by i sto­sun­ki11 – wyja­śnia Jung. Mecha­nizm pro­jek­cji, któ­ry dla Freu­da miał jedy­nie cha­rak­ter obron­ny, zda­niem Jun­ga pozwa­la wydo­być ukry­te i stłu­mio­ne tre­ści psy­chicz­ne, a nawet te głę­bi­no­we war­stwy psy­chi­ki, któ­re okre­śla­ne są mia­nem arche­ty­pów12. To wła­śnie takie arche­ty­po­we obra­zy, jak Cień, Ani­ma, Ani­mus, Sta­ry Mędrzec czy Wiel­ka Mat­ka znaj­du­ją odzwier­cie­dle­nie na gwieź­dzi­stym fir­ma­men­cie noc­ne­go nie­ba, sta­jąc się jed­no­cze­śnie naj­więk­szą księ­gą kosmicz­ną, obra­zu­ją­cą ponad­cza­so­we ludz­kie fan­ta­zje, tęsk­no­ty, marze­nia czy lęki. W liście do Kur­ta Hof­f­ma­na rok przed swą śmier­cią Jung napi­sał: (…) pro­jek­cje kon­ste­la­cji zbie­ga­ją się z począt­ka­mi reflek­syj­nej świa­do­mo­ści, tj. z pierw­szy­mi kro­ka­mi cywi­li­za­cji (…). Trze­ba tyl­ko pamię­tać o tym, że pro­jek­cji tych nie doko­nu­je­my świa­do­mie, a jedy­nie wyda­rza­ją się nam one. Fakt ten pozwa­la nam wnio­sko­wać, że nasze pierw­sze wia­do­mo­ści o świe­cie fizycz­nym i psy­chicz­nym wyczy­ta­li­śmy z gwiazd.13

Babi­loń­czy­cy na przy­kład wie­rzy­li, że wszyst­kie cia­ła nie­bie­skie nie są bynaj­mniej przy­pad­ko­wo roz­rzu­co­ne po nie­bo­skło­nie, lecz każ­de z nich ma swo­je sen­sow­ne miej­sce i dla­te­go trze­ba je odpo­wied­nio nazwać. Jak zauwa­ża Man­fred Lur­ker, badacz mitów i sym­bo­li, czło­wiek archa­icz­ny przy­wią­zy­wał dużą wagę do nazy­wa­nia poszcze­gól­nych gwiaz­do­zbio­rów i pla­net. Babi­loń­czy­cy, Gre­cy i póź­niej Rzy­mia­nie wie­dzie­li, dla­cze­go nada­ją pla­ne­tom takie, a nie inne nazwy bóstw, w ich pan­te­onach każ­de bóstwo mia­ło wszak okre­ślo­ną funk­cję i zna­mien­ne cechy cha­rak­te­ru. Inspi­ro­wa­ny ide­ami psy­cho­lo­gii głę­bi wło­ski astro­log Rober­to Sicu­te­ri pod­kre­śla, że zgod­nie z mecha­ni­zmem pro­jek­cji mity astral­ne naj­pierw powsta­ły w duszy czło­wie­ka za spra­wą jego uczuć i namięt­no­ści, a następ­nie zosta­ły prze­nie­sio­ne na gwieź­dzi­ste nie­bo, zalud­nia­jąc je posta­cia­mi, wizja­mi i wyobra­że­nia­mi14.

W tych astral­nych wizjach odnaj­du­je­my rzu­to­wa­ny arche­typ Jaź­ni, repre­zen­to­wa­ny przez Słoń­ce jako wyraz trans­cen­dent­ne­go cen­trum psy­chi­ki; arche­typ Cie­nia indy­wi­du­al­ne­go sym­bo­li­zo­wa­ny przez Księ­życ – ucie­le­śnie­nie nie­świa­do­mej emo­cjo­nal­no­ści; per­so­nę repre­zen­tu­je Mer­ku­ry, łącz­nik mię­dzy boga­mi a ludź­mi; arche­ty­py Ani­my i Ani­mu­sa powią­za­ne są z pla­ne­ta­mi Wenus i Mars; arche­typ Cie­nia zbio­ro­we­go wyra­ża­ny jest przez Jowi­sza i Satur­na. W nowo odkry­tych pla­ne­tach, Ura­nie, Nep­tu­nie i Plu­to­nie, odna­leźć moż­na sym­bo­le arche­ty­pów Sta­re­go Mędr­ca, Wiel­kiej Mat­ki i Cie­nia15, a tak­że arche­typ Zra­nio­ne­go Uzdro­wi­cie­la sym­bo­li­zo­wa­ne­go przez małą pla­ne­tę Chi­ron16. Opo­wie­ści o bogach są róż­no­rod­ne i nie­mal nie do ogar­nię­cia, toteż (…) zasłu­ga astro­lo­gii pole­ga na tym, że wyłu­ska­ła z nich ich jądro (…). W ten spo­sób astro­lo­gia przy uży­ciu sym­bo­li bogów – opie­ra­jąc się na naj­star­szych doświad­cze­niach czło­wie­ka – odzwier­cie­dla duszę indy­wi­du­al­ną17 – wyja­śnia astro­log Bernd Mertz. Przy­glą­da­jąc się ukła­do­wi ciał nie­bie­skich oraz ich kore­la­cji ze sfe­ra­mi ludz­kiej psy­chi­ki dostrzec moż­na, iż cały ten pan­te­on sta­ro­żyt­nych bóstw, inspi­ro­wa­ny wyobra­że­nia­mi babi­loń­ski­mi, ukła­da się w spój­ną i sen­sow­ną całość, przez czło­wie­ka archa­icz­ne­go nazy­wa­ną nie­biań­ską har­mo­nią sfer.

Szcze­gól­ne zna­cze­nie dla archa­icz­nych kul­tur miał arche­typ Wiel­kiej Mat­ki. Dziś wpraw­dzie łączy się go z nie­zna­ną wcze­śniej pla­ne­tą Nep­tun, jed­nak sta­ro­żyt­ni dostrze­ga­li jego związ­ki przede wszyst­kim z Księ­ży­cem, odda­jąc się róż­no­rod­nym for­mom kul­tu lunar­ne­go. Karen Hama­ker-Zon­dag, holen­der­ska astro­log, zauwa­ża, że liczą­ca ponad 20 tysię­cy lat figur­ka Wiel­kiej Bogi­ni z Laus­sel sil­nie zwią­za­na jest z wyobra­że­nia­mi lunar­ny­mi. Bogi­ni trzy­ma w dło­ni sierp księ­ży­ca, na któ­rym wid­nie­je trzy­dzie­ści nacięć odno­szą­cych się do jed­ne­go cyklu Księ­ży­ca sło­necz­ne­go roku. Dodat­ko­wo sil­nie zary­so­wa­ne są pier­si i poślad­ki bogi­ni. Wszyst­ko to wska­zu­je na zna­czą­cą rolę Księ­ży­ca sym­bo­li­zu­ją­ce­go płod­ność, Mat­kę-Zie­mię, Bogi­nię-Mat­kę, a tak­że wyra­ża­ją­ce­go jed­ność. Bogi­ni-Mat­ka była bowiem utoż­sa­mia­na z Księ­ży­cem18. Jeśli chce­my to lepiej zro­zu­mieć, pisze Hama­ker-Zon­dag, trze­ba cof­nąć się do cza­su, w któ­rym para­doks był czymś nor­mal­nym, cof­nąć się do momen­tu, w któ­rym wszyst­ko doświad­cza­ne było jako jed­ność, a Bogi­nią-Mat­ką był nie tyl­ko Księ­życ, lecz tak­że woda, jaj­ko, wąż czy ptak19.

Antho­ny Ave­ni, astro­nom i antro­po­log, dostrze­ga fakt, iż ludzie w sta­ro­żyt­no­ści malo­wa­li swo­ją wie­dzę o świe­cie przy­ro­dy na dużo więk­szym płót­nie, niż czy­ni­my to my. Stwo­rzo­ne przez nich mity o nie­bie łączy­ły świat uwa­ża­ny przez nas za nie­oży­wio­ny z oży­wio­ną sfe­rą ich wła­sne­go życia, odsła­nia­jąc ich histo­rię, poli­ty­kę, sto­sun­ki spo­łecz­ne, poglą­dy na temat stwo­rze­nia i życia po śmier­ci. Usta­no­wi­li wię­zi mię­dzy sfe­rą nie­bie­ską i nie­mal­że każ­dą fazą i ele­men­tem ludz­kiej aktyw­no­ści20.

Czło­wiek sta­ro­żyt­nych kul­tur inspi­ro­wa­ny nie­biań­ską har­mo­nią i regu­lar­no­ścią kosmicz­nych ryt­mów, któ­rych doświad­czał każ­de­go dnia, musiał dostrze­gać ana­lo­gię wszech­ogar­nia­ją­ce­go makro­ko­smo­su z tym, co dzie­je się w świe­cie pod­księ­ży­co­wym, w jego mikro­ko­smo­sie. Uczen­ni­ca Jun­ga, ((Marie-Louise von Franz)) pisze o tym w nastę­pu­ją­cy spo­sób: Kon­ste­la­cje na nie­bie odzwier­cie­dla­ją ukry­tą struk­tu­rę wiel­kich histo­rycz­nych zda­rzeń, tak jak­by­śmy w naszej głę­bo­kiej nie­świa­do­mo­ści nie byli oddzie­le­ni, ale w jakiś szcze­gól­ny spo­sób powią­za­ni z całą ludz­ko­ścią21. Nic dziw­ne­go, że Babi­loń­czy­cy wie­rzy­li, iż każ­dy czło­wiek połą­czo­ny jest z makro­ko­smo­sem kosmicz­ną pępo­wi­ną, węzłem nie­ba i zie­mi, nazy­wa­nym dur-an-ki.

Mię­dzy Ryba­mi a Wod­ni­kiem

Oprócz rela­cji Makro­ko­smos-Mikro­ko­smos Jun­ga szcze­gól­nie inte­re­so­wa­ły wiel­kie ryt­my kosmicz­ne zwią­za­ne ze zja­wi­skiem pre­ce­sji, czy­li prze­su­wa­niem się punk­tu rów­no­no­cy wio­sen­nej. Peł­ny obrót tego punk­tu na eklip­ty­ce zaj­mu­je 26 tysię­cy lat i nazy­wa się go Rokiem Pla­toń­skim. Na począt­ku naszej ery rów­no­noc wio­sen­na weszła w znak Ryb, by po dwóch tysią­cach lat prze­su­nąć się do zna­ku Wod­ni­ka. Zarów­no znak Ryb, jak i znak Wod­ni­ka sta­no­wi­ły dla Jun­ga przed­miot głę­bo­kich ana­liz. Jung zauwa­ża, że w opo­wie­ściach o ziem­skim i ponadziem­skim żywo­cie Zba­wi­cie­la tu i ówdzie prze­świ­tu­je mito­lo­gia astro­lo­gicz­na22. Dual­ność astro­lo­gicz­ne­go zna­ku Ryb powią­zać moż­na na przy­kład z sil­nym prze­ko­na­niem prze­ci­wieństw podyk­to­wa­nym obec­no­ścią mitu o Chry­stu­sie i Anty­chry­ście. Ale nie tyl­ko: Jung zauwa­ża bowiem, że sko­ro postać Chry­stu­sa zosta­ła uję­ta jako nowy eon, to każ­dy, kto miał poję­cie o astro­lo­gii, zaczął zda­wać sobie spra­wę z tego, że z jed­nej stro­ny naro­dził się on jako pierw­sza Ryba nowej epo­ki Ryb, z dru­giej zaś, że musiał umrzeć jako ostat­ni prze­jaw dobie­ga­ją­ce­go koń­ca eonu Bara­na23. Autor Aio­nu wpraw­dzie zda­je sobie spra­wę z tego, że nie moż­na dowieść ist­nie­nia związ­ku mię­dzy Chry­stu­sem a roz­po­czy­na­ją­cą się astro­lo­gicz­ną epo­ką Ryb, nie­mniej roz­pa­tru­je te rela­cje w kate­go­riach para­le­li­zmu. Zwra­ca uwa­gę na przy­kład fakt, że w okre­sie prze­śla­do­wań chrze­ści­jan ich taj­nym zna­kiem roz­po­znaw­czym był wize­ru­nek ryby. Naj­bar­dziej jed­nak popu­lar­nym ozna­cze­niem dla wyznaw­ców nowej reli­gii stał się skrót – ich­thys (ryba) – powsta­ły z pierw­szych liter grec­kich wyra­zów ‘Ieso­us Chri­stos The­ou Hyios Soter, czy­li Jezus Chry­stus, Syn Boży, Zba­wi­ciel. Sko­ro epo­ka Ryb jest erą anta­go­ni­zmów i dual­no­ści, to – jak pisze Jung – w mia­rę zbli­ża­nia się do następ­ne­go mie­sią­ca pla­toń­skie­go – Wod­ni­ka – będzie przed nami sta­wał pro­blem zjed­no­cze­nia prze­ci­wieństw24. Jung poj­mo­wał eon Wod­ni­ka jako epo­kę kolek­ty­wi­zmu. Pisał on: Obec­nie zbli­ża­my się do wiel­kiej prze­mia­ny, któ­rej nale­ży ocze­ki­wać wraz z wej­ściem punk­tu rów­no­no­cy wio­sen­nej w gwiaz­do­zbiór Wod­ni­ka25.We Wspo­mnie­niach natra­fia­my na nastę­pu­ją­cy frag­ment opi­su­ją­cy ten znak: Wod­nik jest posta­cią ludz­ką, nowy zaś eon nastę­pu­je po epo­ce, któ­rej sym­bo­lem są dwie prze­ciw­staw­nie wzglę­dem sie­bie uło­żo­ne ryby (coniunc­tio oppo­si­to­rum). Wyda­je się, że Wod­nik to uoso­bie­nie Jaź­ni26. Czy więc dla Jun­ga nad­cho­dzą­ca epo­ka wią­że się z lep­szą moż­li­wo­ścią samo­roz­wo­ju, a kolek­ty­wizm i idea glo­bal­nej wio­ski czy nawet pla­ne­tar­ne­go spo­łe­czeń­stwa miał­by nam w tym pro­ce­sie poma­gać?

Astro­lo­gia man­da­li

Abs­tra­hu­jąc od tych pro­fe­tycz­nych idei, zwra­ca uwa­gę fakt żywe­go zain­te­re­so­wa­nia Jun­ga sym­bo­la­mi astro­lo­gicz­ny­mi. Nie spo­sób omó­wić tutaj to zagad­nie­nie dokład­nie i wyczer­pu­ją­co, dla­te­go odwo­łam się tyl­ko do jesz­cze jed­ne­go przy­kła­du zwią­za­ne­go z tera­peu­tycz­ną funk­cją two­rze­nia man­da­li, któ­re dla szwaj­car­skie­go psy­chia­try jawi się jako jed­no z naj­waż­niej­szych doświad­czeń psy­cho­lo­gicz­nych; man­da­la bowiem sta­no­wi sym­bol pra­obra­zu total­no­ści psy­chicz­nej. Pew­na pacjent­ka Jun­ga malu­jąc swo­ją kolej­ną man­da­lę umie­ści­ła na niej mię­dzy inny­mi wize­run­ki przed­sta­wia­ją­ce czte­ry fazy Księ­ży­ca oraz dwa kra­by, któ­re mogły­by mieć to samo zna­cze­nie, co astro­lo­gicz­ny znak Raka. Inter­pre­tu­jąc tę man­da­lę Jung zauwa­ża: Pani Whi­te uro­dzi­ła się w pierw­szych stop­niach Raka (dokład­nie w 3°). Zna­ła swój horo­skop i dobrze zda­wa­ła sobie spra­wę ze zna­cze­nia momen­tu uro­dze­nia; to zna­czy była świa­do­ma, że sto­pień zna­ku wscho­dzą­ce­go (ascen­dent) warun­ku­je indy­wi­du­al­ność horo­sko­pu. Ponie­waż oczy­wi­ście domy­śla­ła się pokre­wień­stwa horo­sko­pu z man­da­lą, wpro­wa­dzi­ła swój indy­wi­du­al­ny znak do obra­zu, co mia­ło wyra­żać jej psy­chicz­ne ja27. Jung tak­że znał horo­skop pani Whi­te i zauwa­żył w nim sil­nie pod­kre­ślo­ne zna­ki ziem­skie28 na nie­ko­rzyść zna­ków powietrz­nych29. Dostrzegł rów­nież pew­ną kon­fi­gu­ra­cję pla­ne­tar­ną, któ­rą inter­pre­tu­je w nastę­pu­ją­cy spo­sób: Nie­bez­pie­czeń­stwo pocho­dzą­ce od ani­mu­sa odzwier­cie­dla kwa­dra­tu­ra Księ­ży­ca w nowiu do Mar­sa30. Zwra­ca uwa­gę rów­nież fakt, że sko­ro man­da­la sta­no­wi obraz psy­chicz­nej total­no­ści i jest odbi­ciem pier­wot­ne­go porząd­ku całej psy­che, to swo­istą man­da­lą może być rów­nież koli­sta for­ma wykre­su horo­sko­pu z umiesz­czo­ny­mi sym­bo­la­mi pla­net repre­zen­tu­ją­cych wszyst­kie arche­ty­py. Poza tym, głów­ne osie horo­sko­pu oraz zna­ki Zodia­ku dzie­li­ły­by na czte­ry i dwa­na­ście czę­ści astro­lo­gicz­ną man­da­lę, co odpo­wia­da­ło­by pew­nej skłon­no­ści do czwór­ni lub jej wie­lo­krot­no­ści, któ­re są nie­mal zawsze obec­ne w każ­dej man­da­li.

Syn­chro­nicz­ność Nie­ba i Zie­mi

Oprócz man­da­li swo­ich pacjen­tów Jung chęt­nie stu­dio­wał rów­nież ich astro­lo­gicz­ne odpo­wied­ni­ki – horo­sko­py. W liście do Freu­da pisze: Wie­czo­ra­mi pochła­nia mnie astro­lo­gia. Obli­czam horo­sko­py, aby wpaść na trop (zawar­tej) w nich praw­dy psy­cho­lo­gicz­nej (…). U pew­nej damy obli­cze­nia pozy­cji gwiazd ujaw­ni­ły okre­ślo­ny obraz cha­rak­te­ru oraz kil­ka szcze­gó­ło­wych wyda­rzeń z jej życia31. Po czter­dzie­stu trzech latach, w liście pisa­nym do słyn­ne­go fran­cu­skie­go astro­lo­ga André Bar­baul­ta, Jung stwier­dza: Z dość dużym stop­niem praw­do­po­do­bień­stwa moż­na ocze­ki­wać, że okre­ślo­nej sytu­acji psy­chicz­nej towa­rzy­szyć będzie ana­lo­gicz­na kon­fi­gu­ra­cja astro­lo­gicz­na (…). Wyda­je mi się, że cho­dzi tu przede wszyst­kim o ów para­le­lizm czy też sym­pa­tię, któ­rą nazy­wam syn­chro­nicz­no­ścią, tj. o akau­zal­ną zgod­ność32.

To wła­śnie zasa­dą syn­chro­nicz­no­ści Jung tłu­ma­czył obser­wo­wa­ne przez sie­bie wpły­wy astro­lo­gicz­ne. Zasa­da ta pole­ga na tym, że to, co na przy­kład w sen­sie cza­so­wy sty­ka się ze sobą, prze­sta­je być wie­lo­ścią czy róż­no­rod­no­ścią i zysku­je mia­no sub­stan­cjal­nej jed­no­ści isto­ty. W pew­nych oko­licz­no­ściach zda­rze­nia, któ­re dzie­ją się w tym samym cza­sie, ale nie­ko­niecz­nie miej­scu, i nie są efek­tem zwy­kłej przy­pad­ko­wo­ści, ani też nie są z sobą powią­za­ne związ­kiem przy­czy­no­wo-skut­ko­wym, wyma­ga­ją, zda­niem Jun­ga, innej zasa­dy wyja­śnie­nia. Zasa­dę tę speł­nia, według nie­go, wła­śnie akau­zal­ny deter­mi­nizm, czy­li syn­chro­nicz­ność. Cho­dzi tu więc o takie wyda­rze­nia, któ­re nie będąc powią­za­ne związ­kiem przy­czy­no­wo-skut­ko­wym, zysku­ją nowy wymiar koin­cy­den­cji, któ­ry moż­na okre­ślić mia­nem współ­wy­stę­po­wa­nia cza­so­we­go, jed­no­cze­sno­ści czy wła­śnie syn­chro­nicz­no­ści, któ­rą Jung defi­niu­je jako psy­chicz­nie uwa­run­ko­wa­ną względ­ność prze­strze­ni i cza­su33. Marie-Luise von Franz zauwa­ża, że syn­chro­nicz­ność odno­si się do myśle­nia polo­we­go, rozu­mo­wa­nia od daw­na zna­ne­go na przy­kład w Chi­nach. Dla Chiń­czy­ków pyta­niem zasad­ni­czym nie jest pyta­nie o to, dla­cze­go coś się wyda­rzy­ło, czy też jaki czyn­nik wywo­łał ten a nie innych sku­tek, lecz kwe­stia, jakie zna­czą­ce zda­rze­nia wyda­rzą się wedle wszel­kie­go podo­bień­stwa rów­no­le­gle w tym samym momen­cie34 – wyja­śnia von Franz.

Nic dziw­ne­go, że Jung w roz­mo­wie z Bar­baul­tem powie: Tym, co moż­na stwier­dzić przy pomo­cy astro­lo­gii, jest ana­lo­gia mię­dzy (ziem­ski­mi) wyda­rze­nia­mi (a ukła­da­mi gwiazd), ale nie przy­czy­na czy sku­tek jed­nej serii wyda­rzeń w odnie­sie­niu do innej (ta sama kon­ste­la­cja ozna­cza, np. u tej samej oso­by raz jakąś kata­stro­fę, a innym razem katar…)35. Na pyta­nie posta­wio­ne przez fran­cu­skie­go astro­lo­ga o to, czy dostrze­ga jakieś związ­ki pomię­dzy faza­mi tera­pii a kon­ste­la­cja­mi astro­lo­gicz­ny­mi, Jung odpo­wia­da: Czę­sto obser­wo­wa­łem, że w jakiejś wyraź­nie ogra­ni­czo­nej fazie psy­chicz­nej lub jakie­muś odpo­wied­nie­mu wyda­rze­niu towa­rzy­szy­ło przej­ście jakieś pla­ne­ty (przede wszyst­kim towa­rzy­szą­ce obra­że­niom przej­ście Satur­na lub Ura­na)36.

Zasa­da syn­chro­nicz­no­ści znaj­du­je swój wyraz rów­nież w związ­kach mię­dzy­ludz­kich. Na potwier­dze­nie tej tezy Jung wraz ze swo­ją współ­pra­cow­ni­cą dr L. Frey-Rohn prze­pro­wa­dził pewien astro­lo­gicz­ny eks­pe­ry­ment. Prze­ba­dał mia­no­wi­cie, w róż­nych eta­pach, bli­sko 500 horo­sko­pów 250 par. Ana­li­zo­wał porów­naw­cze aspek­ty (koniunk­cja i opo­zy­cja) Słoń­ca, Księ­ży­ca, Wenus, Mar­sa, ascen­den­tu i descen­den­tu, a więc tych ele­men­tów horo­sko­pu, któ­re tra­dy­cyj­nie uzna­wa­ne są przez astro­lo­gów jako sygni­fi­ka­to­ry mał­żeń­stwa. Rezul­ta­ty tych eks­pe­ry­men­tów z jed­nej stro­ny mogą być zaska­ku­ją­ce, z dru­giej zaś, jak pisze Jung: Wycho­dząc z nauko­we­go sta­no­wi­ska, wynik naszych badań pod pew­ny­mi wzglę­da­mi nie jest dla astro­lo­gii sprzy­ja­ją­cy37. Oka­za­ło się bowiem, że w horo­sko­pach co dzie­sią­tej pary wystę­pu­je porów­naw­cza koniunk­cja Słoń­ca i Księ­ży­ca)), zaś u ponad 7% bada­nych mał­żeństw Księ­życ jed­nej oso­by znaj­du­je się w horo­sko­pie dokład­nie w tym samym miej­scu co dru­giej. Zwra­ca uwa­gę fakt, że o tych dwóch aspek­tach jako cha­rak­te­ry­stycz­nych dla mał­żeń­stwa wspo­mi­na się już w sta­rej lite­ra­tu­rze38 – zauwa­ża Jung. Być może nie jest to żaden impo­nu­ją­cy wynik i mógł­by się mie­ścić nawet w gra­ni­cach przy­pad­ko­wej zbież­no­ści, jed­nak bio­rąc pod uwa­gę róż­no­rod­ność astro­lo­gicz­nych kon­fi­gu­ra­cji, jaka poten­cjal­nie może zaist­nieć w horo­sko­pach mał­żon­ków, rezul­ta­ty eks­pe­ry­men­tu Jun­ga nale­ży uznać za istot­ne.

Gwiezd­ne naczy­nie duszy

Czy moż­li­we jest korzy­sta­nie z wie­dzy astro­lo­gicz­nej w celu zyska­nia wglą­du w psy­chicz­ną kon­dy­cję czło­wie­ka? Jung nie będąc obo­jęt­nym wobec tej kwe­stii stwier­dził: Jeśli mam do czy­nie­nia z trud­ny­mi dia­gno­za­mi psy­cho­lo­gicz­ny­mi, to naj­czę­ściej każę opra­co­wać horo­skop pacjen­ta, aby uzy­skać inny, nowy punkt widze­nia. W wie­lu przy­pad­kach dane astro­lo­gicz­ne dostar­czy­ły mi wyja­śnie­nia okre­ślo­nych fak­tów, któ­rych w innym razie bym nie zro­zu­miał39. Jung pra­gnął połą­czyć inter­pre­ta­cję sym­bo­li astro­lo­gicz­nych z ich psy­cho­lo­gicz­nym spo­so­bem wyja­śnie­nia. Był nawet prze­ko­na­ny, że astro­lo­gia może dać wie­le psy­cho­lo­gii, ale z dru­giej stro­ny zda­wał sobie też spra­wę z tego, że ana­li­za astro­lo­gicz­na była­by peł­niej­sza, gdy­by odwo­ły­wa­ła się do zdo­by­czy psy­cho­lo­gii nie­świa­do­mo­ści, gdy­by mia­ła na uwa­dze odpo­wied­nią inter­pre­ta­cję arche­ty­pów.40

Nowe, huma­ni­stycz­ne tren­dy w astro­lo­gii nie powsta­ły­by nigdy, gdy­by nie bada­nia nad tą archa­icz­ną psy­cho­lo­gią, jakie poczy­nił Jung. Dziś bowiem w inter­pre­ta­cji astro­lo­gicz­nej wyraź­nie zosta­je prze­nie­sio­ny punkt cięż­ko­ści z zewnętrz­ne­go świa­ta wyda­rzeń w wewnętrz­ny świat oso­bi­ste­go doświad­cze­nia i roz­wo­ju41. Jung mógł się o tym dobit­nie prze­ko­nać w 1913 roku, kie­dy w jego horo­sko­pie Uran two­rzył kon­fi­gu­ra­cję z kwa­dra­tu­rą Słońce/Neptun. W tym cza­sie u Jun­ga zaini­cjo­wa­ny został jeden z naj­głęb­szych pro­ce­sów wewnętrz­nej trans­for­ma­cji: roz­pra­wa z wła­sną nie­świa­do­mo­ścią. Kwa­dra­tu­ra pomię­dzy Słoń­cem a Nep­tu­nem, jaką znaj­du­je­my w jego horo­sko­pie, sym­bo­li­zo­wać może nie tyl­ko zain­te­re­so­wa­nia Jun­ga misty­cy­zmem, reli­gią czy sze­ro­ko rozu­mia­ną ducho­wo­ścią czło­wie­ka, lecz tak­że jego wła­sne pro­ble­my z psy­chi­ką. Kie­dy w 1913 roku rewo­lu­cyj­nie dzia­ła­ją­cy Uran utwo­rzył opo­zy­cję do Słoń­ca i kwa­dra­tu­rę do Nep­tu­na, co z regu­ły zda­rza się raz w cią­gu życia i zazwy­czaj wią­że się z dra­ma­tycz­nym punk­tem zwrot­nym, Jung zaczął zma­gać się z roz­pa­dem psy­chicz­nym, któ­re­mu towa­rzy­szy­ły tak cha­rak­te­ry­stycz­ne dla Nep­tu­na wizje, sny i fan­ta­zje. W efek­cie te głę­bo­kie i bole­sne doświad­cze­nia zbli­ży­ły go zarów­no do badań nad parap­sy­cho­lo­gią, jak i do jego nie­świa­do­mo­ści oraz, co naj­waż­niej­sze, samej nie­świa­do­mo­ści zbio­ro­wej i arche­ty­pów.

Twór­ca astro­lo­gii huma­ni­stycz­nej Dane Rudhy­ar wyja­śnia: Isto­tą astro­lo­gii jest odnie­sie­nie cało­ści funk­cjo­nal­nej aktyw­no­ści czło­wie­ka do dzie­się­ciu pod­sta­wo­wych sym­bo­li – pla­net, z któ­rych każ­da repre­zen­tu­je okre­ślo­ną jakość aktyw­no­ści. Wspól­nie sta­no­wią one mapę czło­wie­ka42. Tym, co wyda­je się tutaj naj­istot­niej­sze, jest to, że Jun­gow­ska teo­ria astro­lo­gii bez wąt­pie­nia dowar­to­ścio­wa­ła astro­lo­gię, uka­zu­jąc jej psy­cho­lo­gicz­ny i arche­ty­po­wy wymiar, cze­go nikt wcze­śniej nie doko­nał, a co póź­niej było roz­wi­ja­ne przez wie­lu astro­lo­gów zafa­scy­no­wa­nych ide­ami psy­cho­lo­gii głę­bi. Zain­te­re­so­wa­nie Jun­ga astro­lo­gią nie było ani przy­pad­ko­we, ani też chwi­lo­we. Jak wyni­ka to z kore­spon­den­cji, roz­wi­jał je przez pięć­dzie­siąt lat. Nawet kil­ka mie­się­cy przed śmier­cią, udzie­la­jąc ostat­nie­go wywia­du, Jung raz jesz­cze powtó­rzył: Jeśli mam trud­no­ści z okre­śle­niem typo­lo­gii mego pacjen­ta, pro­szę go, by kazał sobie posta­wić horo­skop, któ­ry zawie­ra infor­ma­cje o jego cha­rak­te­rze. Potem psy­cho­lo­gicz­nie inter­pre­tu­ję obraz ukła­du gwiazd43. To mię­dzy inny­mi sym­bo­le i mity astro­lo­gicz­ne pozwo­li­ły Jun­go­wi lepiej zro­zu­mieć i uchwy­cić tę sub­tel­ną, intu­icyj­ną i nie­mal­że arche­ty­po­wą więź, jaka ist­nie­je pomię­dzy nie­świa­do­mo­ścią czło­wie­ka a Uni­wer­sum. Nic dziw­ne­go, że Marie-Louise von Franz powie póź­niej: Jeśli wej­rzy­my we wła­sne wnę­trze i patrzy­my w gwiaz­dy, wów­czas zaczy­na­my uświa­da­miać sobie, że w tej kosmicz­nej nie­skoń­czo­no­ści mamy szcze­gól­ne zada­nie do wyko­na­nia, któ­re jest tym, co nazy­wa­my sen­sem ludz­kie­go życia44.

Piotr Pio­trow­ski

1 S. Arroyo, Astro­lo­gia i psy­cho­lo­gia, przeł. D. Rosow­ski, Łódź 1994, s. XVII.
2 Por. B. A. Mertz, Astro­lo­gia, przeł. I. Nowic­ka, J. Pro­ko­piuk, War­sza­wa 1995, s. 25.
3 C. G. Jung, Brie­fe I. Poda­ję za: J. Pro­ko­piuk, Carl Gustaw Jung a astro­lo­gia, [w:] Novum 7/1980, s. 70.
4 Por. C. G. Jung, Brie­fe II, [w:] J. Pro­ko­piuk, Carl Gustaw…, op. cit., s. 74.
5 Por. J. Pro­ko­piuk, Ścież­ki wta­jem­ni­cze­nia. Gno­sis aeter­na, War­sza­wa 2000, s. 21.
6 C. G. Jung, Brie­fe I. Poda­ję za: J. Pro­ko­piuk, Carl Gustaw…, op. cit., s. 71.
7 C. G. Jung, Aion…, Przy­czyn­ki do sym­bo­li­ki Jaź­ni, przeł. R. Resz­ke, War­sza­wa 1997, s. 120.
8 Por. F. McLynn, Carl Gustaw Jung, przeł. R. Bar­tołd, Poznań 2000, s. 446.
9 C. G. Jung, Brie­fe II. Poda­ję za: J. Pro­ko­piuk, Carl Gustaw…, op. cit., s. 72.
10 P. Leme­su­rier, Pieśń gwiazd, przeł. K. Kurek, War­sza­wa 1999, s. 15.
11 C. G. Jung, Psy­cho­lo­gia prze­nie­sie­nia, przeł. R. Resz­ke, War­sza­wa 1993, s. 15.
12 Por. Z. W. Dudek, Psy­cho­lo­gia inte­gral­na Jun­ga, War­sza­wa 1995, s. 191.
13 C. G. Jung, Brie­fe III. Poda­ję za: J. Pro­ko­piuk, Carl Gustaw…, op. cit., s. 81.
14 R. Sicu­te­ri, Astro­lo­gie und Mythos. Mythen und Sym­bo­le des Tier­kre­ises im Spi­gel der Tie­fenp­sy­cho­lo­gie. Poda­ję za: M. Lur­ker, Prze­sła­nie sym­bo­li w mitach, kul­tu­rach i reli­giach, przeł. R. Woj­na­kow­ski, Kra­ków 1994, s. 137.
15 Por. Z. W. Dudek, Astro­te­ra­pia. Spoj­rze­nie z per­spek­ty­wy Jun­ga, [w:] Biu­le­tyn astro­lo­gicz­ny 1 (2)/1995, s. 4–7. O podob­nych zagad­nie­niach zob. M. Wosz­czek, Jaźń, ego, per­so­na w astro­lo­gii, [w:] ALBO albo Żywio­ły, s. 17–26 oraz P. Pio­trow­ski, Kosmicz­na podróż od Helio­sa do Hade­sa, [w:] ALBO albo Żywio­ły, s. 119–129.
16 Zob. P. Pio­trow­ski, Prze­sła­nie Chi­ro­na. Astro­lo­gicz­na dro­ga wewnętrz­ne­go uzdro­wie­nia, Bia­ły­stok 1997.
17 Mertz, op. cit., s. 28.
18 K. Hama­ker-Zon­dag, Alte Mond­my­then als Inspi­ra­tion für die moder­ne Astro­lo­gie, [w:] Astro­lo­gie Heu­te Nr. 71, Feb./März 1998, s. 23.
19 Ibi­dem, [w:] Astro­lo­gie Heu­te Nr. 72, April/Mai 1998, s. 51.
20 A. Ave­ni, Roz­mo­wy z pla­ne­ta­mi. W jaki spo­sób nauka i mito­lo­gia wymy­śli­ły kosmos, przeł. R. Bar­tołd, Poznań 2000, s. 27.
21 M.-L. von Franz, Ścież­ki snów, przeł. H. Sma­gacz, War­sza­wa 1995, s. 127.
22 Jung, Aion, op. cit., s. 106.
23 Ibi­dem, s. 107.
24 Ibi­dem, s. 103.
25 C. G. Jung, Nowo­cze­sny mit. O rze­czach widy­wa­nych na nie­bie, przeł. J. Pro­ko­piuk, Kra­ków 1982, s. 48.
26 C. G. Jung, Wspo­mnie­nia, sny myśli. Spi­sa­ne i poda­ne do dru­ku przez Anie­lę Jaf­fé, przeł. R. Resz­ke, L. Kolan­kie­wicz, War­sza­wa 1997, s. 294.
27 C. G. Jung, Man­da­la. Sym­bo­li­ka czło­wie­ka dosko­na­łe­go, przeł. M. Star­ski, Poznań 1993, s. 57.
28 Do zna­ków ziem­skich w astro­lo­gii zali­cza się: Byka, Pan­nę i Kozio­roż­ca.
29 Zna­ki powietrz­ne to: Bliź­nię­ta, Waga i Wod­nik.
30 Jung, Man­da­la…, op. cit., s. 78.
31 Jung, Brie­fe I. Poda­ję za: J. Pro­ko­piuk, Carl Gustaw…, op. cit., s. 70.
32 Ibi­dem., s. 74.
33 Jung, Rebis, czy­li kamień filo­zo­fów, przeł. J. Pro­ko­piuk, War­sza­wa 1989, s. 521.
34 M.-L. von Franz, Wró­że­nie a zja­wi­sko syn­chro­nicz­no­ści. Psy­cho­lo­gia zna­czą­ce­go przy­pad­ku, przeł. J. Kor­pan­ty, War­sza­wa 1994, s. 6.
35 Jung, Brie­fe II. Poda­ję za: J. Pro­ko­piuk, Carl Gustaw…, op. cit., s. 76.
36 Ibi­dem, s. 76.
37 C. G. Jung, Die Dyna­mik des Unbe­wus­sten, [w:] Gesam­mel­te Werke, t. 8, Walter-Verlag~/np~, s. 512.
38 Ibi­dem, s. 513.
39 Jung, Brie­fe II. Poda­ję za: J. Pro­ko­piuk, Carl Gustaw…, op. cit., s. 72.
40 Por. ibi­dem, s. 77.
41 Arroyo, op. cit., s. 63.
42 D. Rudhy­ar, Huma­ni­stic Astro­lo­gy. Poda­ję za: Arroyo, op. cit., s. 64.
43 C. G. Jung, Roz­mo­wy, wywia­dy, spo­tka­nia, przeł. R. Resz­ke, War­sza­wa 1999, s. 467.
44 Franz, Ścież­ki…, op. cit. s. 134–135.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Varuna – nowa planeta

Na krańcach naszego Układu Słonecznego odkryto małą planetę, która otrzymała imię hinduskiego boga wszechświata - VARUNA. Jest to pierwszy nazwany...

Zamknij